#Lublin Kreatywny

Konkurs Kreatywne Vouchery

Gmina Lublin ogłasza konkurs „Kreatywne Vouchery”. Konkurs zostanie przeprowadzony w ramach Projektu „Regional Creative Industries Alliance – od europejskich rekomendacji do regionalnych strategii na rzecz wzrostu konkurencyjności przemysłów kreatywnych i przemysłów kultury”, współfinansowanego z programu Interreg Europe.

Celem konkursu jest wsparcie sektora kreatywnego należącego do sektorów priorytetowych lokalnej gospodarki, poprzez zachęcanie do współpracy dostawców usług kreatywnych z Lubelskiego Obszaru Funkcjonalnego z mikro, małymi i średnimi przedsiębiorstwami (MŚP) z siedzibą w Polsce.

Nagrodą w konkursie jest voucher w wysokości maksymalnie 10 000 zł brutto współsfinansowany z projektu RCIA. W ramach konkursu przewiduje się nagrodzenie maksymalnie 20 przedstawicieli sektora kreatywnego, którzy nawiążą współpracę z wybranym mikro, małym bądź średnim przedsiębiorstwem na świadczenie usług kreatywnych.

Zachęcamy do zapoznania się z Regulaminem projektu i dokumentami aplikacyjnymi:

Prace konkursowe można składać do 13 sierpnia do godz. 15:00.

Dokumenty aplikacyjne można doręczyć:

1) osobiście do Sekretariatu Wydziału Strategii i Przedsiębiorczości Urzędu Miasta Lublin: plac Litewski 1, 20-080 Lublin, w zamkniętej kopercie A4 z dopiskiem „Praca konkursowa w ramach konkursu „Kreatywne Vouchery”;

2) pocztą na adres: Urząd Miasta Lublin, Wydział Strategii i Przedsiębiorczości, plac Litewski 1, 20-080 Lublin, w zamkniętej kopercie A4 z dopiskiem „Praca konkursowa w ramach konkursu Kreatywne Vouchery”;

3) za pośrednictwem poczty elektronicznej (biznes@lublin.eu), pod warunkiem zaopatrzenia dokumentów aplikacyjnych w bezpieczny podpis elektroniczny, weryfikowany ważnym kwalifikowanym certyfikatem.

Więcej informacji:

Monika Zub-Nowosad

tel.: + 48 81 466 25 35

e-mail: monika.zub@lublin.eu

Edyta Wiśniewska

tel.: + 48 81 466 25 35

e-mail. edyta.wisniewska@lublin.eu

Cykl #LublinKreatywny ma na na celu zaprezentowanie lubelskiej branży kreatywnej, jej przedstawicieli a co za tym idzie, udowodnienie, że nasza pasja może stać się naszym zawodem!
 

Przemysły kreatywne te rodzaje działalności, które mają korzenie w kreatywności, umiejętnościach i talencie człowieka, a także te które mają potencjał do pomnażania bogactwa i tworzenia nowych miejsc pracy poprzez generowanie i wykorzystywanie własności intelektualnej. Należą do nich:

  • Usługi kreatywne (architektura, reklama, usługi kulturalne, kreatywne B+R, rekreacje);
  • Nowe media (oprogramowanie komputerowe, gry wideo, cyfrowa zawartość kreatywna);
  • Wzornictwo (wewnętrzne, grafika, moda, biżuteria, zabawki);
  • Wydawnictwa i media drukowane (książki, prasa i inne publikacje);
  • Media audiowizualne (film, telewizja, radio, inne nadawanie);
  • Sztuka wizualna (obrazy, rzeźby, fotografie, antyki);
  • Sztuka performance (muzyka na żywo, teatr, taniec, opera, cyrk itp.);
  • Stanowiska kulturalne (archeologiczne, muzea, galerie, wystawy, biblioteki);
  • Tradycyjne, kulturalne wyrażanie (sztuka i rękodzieło, festiwale i obchody).

Sylwetki bohaterów cyklu #LublinKreatywny

Przyjechałam tu z Małopolski i w Lublinie zakochałam się „od pierwszego wejrzenia”. Odnalazłam tutaj dużo cech wspólnych z Krakowem. A co ważniejsze odkryłam potencjał tutejszej branży kreatywnej.

Foyer Studio zdecydowałyśmy się otworzyć w Lublinie przy ulicy Staszica 9. To dosyć długa i ciekawa przygoda w jaki sposób znalazłyśmy odpowiednie dla nas miejsce. Od początku zależało nam na stworzeniu przestrzeni, która skupi wokół siebie artystów, a w szczególności fotografów.

Jednym z najważniejszych kryteriów była duża obecność światła, oryginalny drewniany parkiet i wysokie sufity. Mówiąc w skrócie chciałyśmy stworzyć wyjątkowe wnętrze zaprojektowane we francuskim stylu. Zależało nam na przeniesieniu do Lublina klimatu paryskiej kamienicy. Patrząc z perspektywy czasu, myślę że udało nam się to osiągnąć.

Nasze wnętrza udostępniamy wszystkim, którzy potrzebują przestrzeni do realizacji swoich artystycznych wizji. Zapraszamy fotografów, malarzy, rzeźbiarzy, grafików… tak naprawdę każdego. Foyer Studio może być też przydane dla przedsiębiorców w czasie pandemii. Mogą oni skorzystać z naszych usług np. do organizacji warsztatów, czy nagrania webinarów. Wykorzystanie tej przestrzeni ogranicza tylko wyobraźnia i liczba potrzeb naszych klientów. Stworzone przez nas warunki w pełni umożliwiają korzystanie z naturalnego światła. To z kolei podkreśla wyjątkowy charakter i szczególny odbiór tworzonych dzieł.

Sam pomysł na stworzenie studia zrodził się już jakiś czas temu, kiedy sama skorzystałam z podobnej usługi. Zaczęłam szukać inspiracji w internecie. Zauważyłam, że w Lublinie jest niewykorzystany potencjał jeżeli chodzi o przestrzeń dla artystów. W pewnym momencie na swojej drodze spotkałam Danielę, moją obecną wspólniczkę. Uczestniczyłyśmy razem w kursie fotografii. Jest wiele rzeczy, które nas łączą. Jedną z nich jest to, że razem ukończyłyśmy szkołę wnętrz. Dzięki temu doskonale rozumiałyśmy się podczas aranżacji Foyer.

Nasza działalność jest stosunkowo nowa na lubelskim rynku. Foyer Studio otworzyłyśmy 18 października 2020 roku. Nie ukrywam, że pandemia pokrzyżowała nam plany związane z otwarciem. Chciałyśmy zaprosić do naszego wnętrza dużo osób. Pokazać co możemy zaoferować. Ze względu na obowiązujące obostrzenia nie było to możliwe. Mimo to nie możemy narzekać na brak klientów co bardzo nas cieszy.

Jeszcze jedną, ważną informacją na temat naszej działalności w realiach pandemii jest to, że staramy się bardzo dbać o bezpieczeństwo naszych klientów. Regularnie ozonujemy pomieszczenia, a także mamy przygotowany zapas maseczek (na wypadek gdyby któryś z naszych gości zapomniał swoich).

Cieszę się, że w Lublinie przedstawiciele tej branży współpracują ze sobą. W ostatnim czasie nawiązaliśmy sporo kontaktów i powoli robi się o nas coraz głośniej na naszym podwórku. Mam nadzieję, że tak zostanie możliwie najdłużej.

Tworzenie filmów jest moją pasją od wielu lat. Z telewizją jestem związana od czasów studenckich. W Lublinie wraz z moim mężem Wojciechem Nowakowskim i między innymi z Krzysztofem Czerwieckim współtworzyliśmy jedną z pierwszych, prywatnych stacji telewizyjnych w Polsce Telewizję Niezależną Lublin, z siedzibą w rektoracie Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Pracę w tamtych czasach pamiętam jako bardzo wymagającą, ale przede wszystkim bardzo ciekawą.

W niewielkim gronie młodych ludzi realizowaliśmy bardzo głośne przedsięwzięcia. Nie minęło wiele czasu, gdy okazało się, że to właśnie my jako pierwsi relacjonowaliśmy mecze żużlowe (oczywiście te rozgrywane w Lublinie). Bardzo interesowała nas również kultura. Transmitowaliśmy między innymi „Mikołajki Folkowe”, czyli cykliczne wydarzenie odbywające się w Chatce Żaka. Pamiętam jak pewnego dnia spotkaliśmy dziennikarzy z lubelskiego oddziału Telewizji Polskiej, którzy pytali nas w jaki sposób nadajemy na żywo, skoro nie posiadamy wozu transmisyjnego. W odpowiedzi pozostawaliśmy tylko uśmiech, choć nie było tajemnicą, że sygnał puszczaliśmy kablami przez kładkę nad ulicą Sowińskiego prosto do budynku rektoratu. Wtedy (podobnie jak dziś) w branży liczyło się kreatywne spojrzenie i wychodzenie o krok do przodu przed konkurencję.

Interesowały nas nowinki technologiczne. Staraliśmy się wyprzedzić innych i robić coś nowego. Kiedy zorientowaliśmy się, że w Telewizji Niezależnej Lublin już więcej się nie rozwiniemy postanowiliśmy rozpocząć działalność gospodarczą pod własną marką, którą nazwaliśmy N-Vision.

Historia N-Vision sięga 1993 roku. Wtedy razem z mężem rozpoczęliśmy działalność pierwszego w Lublinie koncesjonowanego studia produkcji filmowo – telewizyjnych. Mówiąc krótko zajmujemy się produkcją filmów, reklam i programów telewizyjnych. Ponadto założyliśmy agencję reklamy. To rzeczywiście szerokie spektrum działalności, ale wynika bezpośrednio z zapotrzebowania rynku. Odpowiadamy na potrzeby, z którymi przychodzą do nas klienci.

Na samym początku bardzo chcieliśmy robić filmy dokumentalne i wielkie programy telewizyjne. Teraz po czasie mogę śmiało powiedzieć, że nam się to udało. W latach 90-tych TVP miała w swojej ramówce pasmo filmów dokumentalnych. Mieliśmy mnóstwo pomysłów, które spotykały się z akceptacją. Jedną z pierwszych produkcji, która „wyszła” z naszego studia był film Nataszy Ziółkowskiej-Kurczuk pt. „Strzęp niemożliwej wiary”, potem filmy w reż. Mariusza Kobzdeja, „Półtora miasta” i „Gdzie jesteście przyjaciele moi” oraz „Sprawa Traugutta”, a także filmy Grzegorza Linkowskiego „ Lubelski Lipiec”, „Bracia tego samego Boga” i wiele innych. Potem zrealizowałam swój dyplom z reżyserii i sztuki operatorskiej czyli film dokumentalny pt. „Dotyk przemijania. Leszek Mądzik”. Nie minęło wiele czasu od premiery telewizyjnej, kiedy film zaczął być prezentowany na wielu festiwalach. Mogę powiedzieć, że był to moment, który otworzył mi wiele drzwi.

Współpracowaliśmy z różnymi stacjami telewizyjnymi w Polsce i Europie. Byliśmy korespondentami telewizji RTL7, TVN 24, Polsat. Robiliśmy reportaże i felietony dla Euronews, Europarl TV, Chanel 2 Israel, RBB w Berlinie. Z wieloma z nich współpracujemy nadal. Kręciliśmy bardzo dużo materiałów o regionie .Tematy dotyczyły często ochrony granic Unii Europejskiej czy gospodarki Lublina i Regionu Lubelskiego. Przyjeżdżali do nas dziennikarze i korespondenci z całego świata. Organizowaliśmy całą produkcję od dokumentacji, realizacji zdjęć po montaż. Tak funkcjonujemy do dzisiaj.

Dużą częścią naszych produkcji stanowią spoty reklamowe i filmy promocyjne dla wielu firm z całej Polski. Mamy na swoim koncie przedsiębiorstwa dla których tworzyliśmy nazwy i kształtowaliśmy ich markę.

Chętnie pomagamy instytucjom kultury. Od lat współpracujemy z Teatrem NN, Ośrodkiem Praktyk Teatralnych „Gardzienice”, Teatrem Muzycznym i innymi. Nagrywamy trailery spektakli, realizujemy nagrania całych przedstawień i koncertów, tworzymy wizualizacje. Naszymi klientami są CSK, Teatr Muzyczny w Lublinie, Chór Politechniki Lubelskiej, Teatr Provisorium, Teatroterapia Lubelska i inne.

Branża wymaga od nas, aby być na bieżąco z technologią. Co roku jesteśmy obecni na festiwalu Camerimage, gdzie poznajemy najnowsze technologie i sprzęt wykorzystywany do tworzenia filmów. W branży filmowo- telewizyjnej to bardzo ważne. Warto jednak pamiętać, że sprzęt to tylko narzędzie. Najważniejsze jest to, co chcemy przedstawić i w jaki sposób to zrobimy. Zawsze twórczo i rzetelnie podchodzimy do realizacji zleceń. Wierzymy, że nasi klienci jeżeli otrzymają oryginalną i profesjonalną usługę, wrócą do nas.

Mój zawód wiąże się z wieloma podróżami. Nie ukrywam, że bardzo to lubię. Podróżowanie jest dla mnie inspirujące. Realizowałam zdjęcia do programu „Śniadania świata” w wielu krajach Europy dla jednej z telewizji śniadaniowych. W ostatnim czasie spędziłam prawie 3 miesiące na wyspie Bali realizując zdjęcia do programu „Hotel Paradise” sezon 1 i 2. Nie minęło wiele czasu i znów wyruszyłam w podróż. Tym razem do Hiszpanii, aby tam przez 2 miesiące pracować na planie zdjęciowym programu „Love Island”. Mam to szczęście, że wiele projektów wyjazdowych realizuję wspólnie z mężem Wojciechem Nowakowskim. Nasza firma realizowała materiały reklamowe praktycznie na całym świecie, między innymi dla agencji muzycznej podczas trasy koncertowej Polskiej Filharmonii Bałtyckiej w Chinach, dla firm komercyjnych w różnych krajach Europy. Lubię wyjeżdżać, ponieważ jestem ciekawa świata. Pomimo tego, że wyjazdy bywają bardzo absorbujące (zmiana czasu, adaptacja do warunków otoczenia i dodatkowo praca z dosyć ciężkim sprzętem) zawsze znajduję czas na fotografowanie. Tak np. powstała moja ostatnia wystawa fotograficzna zatytułowana „BALI.LUDZIE” prezentowana nie dawno w foyer Sali Operowej Centrum Spotkania Kultur w Lublinie.

W mojej pracy na równi stawiam realizację zdjęć filmowych i tworzenie fotografii, choć praca z kamerą jest moim częstszym zajęciem. Nie potrafię powiedzieć, który ze sprzętów wolę bardziej lub mniej kamerę czy aparat. Oczywiście według mnie kamerą można pokazać więcej. Przedstawić wiele sytuacji bardziej dynamicznie … dodać muzykę. Fotografia może pozostawić trochę więcej niedopowiedzeń. Ale czy tak czasem nie jest lepiej i ciekawiej?

Uważam, że Lublin jest bardzo spokojnym, interesującym i miłym miastem, w którym bardzo dobrze się czuję. Mam swoją rodzinę, mnóstwo znajomych. W dodatku wiem, że w Lublinie nie ma rzeczy niemożliwych do zrealizowania. Wielokrotnie otrzymywaliśmy z mężem propozycję wyjazdu z miasta np. do Warszawy. Nigdy się na to nie zdecydowaliśmy. Z czego bardzo się cieszę i dalej kibicuje z całego serca naszemu Miastu.

Święty Spokój to nietypowy sklep muzyczny (a zarazem kawiarnia) usytuowany na Starym Mieście, przy ulicy Bramowej w samym centrum Lublina. To szczególne miejsce, w którym klienci mogą nie tylko odpocząć przy dobrej kawie, ale również posłuchać wybranych przez siebie płyt winylowych. Skórzaną kanapę ustawioną na środku sklepu otaczają wysokie, drewniane lady pełne oryginalnych, winylowych krążków. Z kolei ściany wypełnione są po brzegi używanymi książkami.

Pomysł otwarcia sklepu narastał we właścicielach stopniowo. Na początku Paweł Janiszewski sam kolekcjonował płyty, podróżując do różnych krajów Europy. Najważniejszy w całej historii okazał się wyjazd do Wielkiej Brytanii. To właśnie tam zauważył jak bardzo Anglia (a przede wszystkim jej obywatele) są powiązani z muzyką. Płyty, do których dostęp w Polsce był mocno ograniczony, tam były wszechobecne. Paweł, podczas swojego wyjazdu, rozpoczął kolekcjonowanie płyt analogowych. Najważniejszym celem było znalezienie tych w najlepszej jakości, w odpowiednim wydaniu.

Przywiązanie do płyt, a także doskonała znajomość muzyki wynika z wartości przekazanych w rodzinnym domu. Paweł jest synem wybitnego, lubelskiego dziennikarza muzycznego – Jerzego Janiszewskiego. Muzyka towarzyszyła Pawłowi od dziecka. Kiedy dorósł i sam zaczął przywozić płyty do Polski rozpoczął z ojcem rozmowy na temat muzyki, a także kolekcjonowanie płyt. Z czasem liczba płyt winylowych stała się na tyle duża, że Paweł zdecydował się na sprzedaż poszczególnych egzemplarzy.

Na początku zbywał tylko te, które powtarzały się w jego kolekcji. Kiedy przekonał się jak dużym zainteresowaniem cieszy się rynek analogowych płyt zdecydował się na udział w targach i wydarzeniach tematycznych, takich jak „Tysiące Winyli”. Jest to autorski projekt Pawła, który miał służyć między innymi prezentacji własnej kolekcji ale i nauki „obchodzenia się z płytami”. Dla Pawła to również okazja nie tylko do sprzedaży swoich płyt, ale również zakupu brakujących egzemplarzy do swojej kolekcji.

O powstaniu lokalu „Święty Spokój” zadecydowało spotkanie ze starym znajomym na lubelskim deptaku. Przestrzeń przy Bramowej 6 stała się miejscem nie tylko odpoczynku przy dobrej muzyce, ale również poszukiwania „winyli”. W ostatnim czasie wyburzono jedną ze ścian, a w sąsiednim pomieszczeniu otworzono kawiarnię.

Właściciele nie mogą narzekać na brak klientów. Płyty analogowe w ostatnim czasie stały się bardzo modne. Interesują się nimi nie tylko młode osoby zafascynowane modą vintage, ale też starsze osoby dla których dostęp do tego typu płyt dotychczas był ograniczony.

Wzrost zainteresowania ma swoje zalety, ale też wady. Ludzie zaczęli kupować bardzo dużo płyt w abstrakcyjnych, wygórowanych cenach. Dla wielu osób liczył się tylko tytuł płyty, a nie jej stan, rok tłoczenia czy wydawnictwo. To właśnie te czynniki powinny być kluczowe przy określeniu wartości płyty. Z drugiej strony w mieście nie brakuje prawdziwych fanów muzyki analogowej, którzy potrafią docenić najważniejsze cechy płyty. Tak zwani „winylarze” chętnie przychodzą do „Świętego”, aby posłuchać i rozszerzyć swoją kolekcję płyt.

Jedną z zalet kupowania płyt przy Bramowej jest możliwość ich wcześniejszego odsłuchania i sprawdzenia stanu krążków. Ponadto wystawiane płyty często zmieniają się dlatego warto przeszukiwać pudła w celu odnalezienia czegoś nowego dla siebie.

Miasto Lublin jest swoistym domem dla właścicieli. To właśnie tutaj Paweł wracał ze wszystkich swoich podróży za winylami. W mieście jest bardzo dużo antykwariatów, mimo to brakuje prawdziwych sklepów muzycznych oferujących płyty winylowe. Naprzeciw oczekiwaniom wychodzi „Święty Spokój”.

Utrzymanie dwóch przestrzeni w centrum Lublina o tak niszowym wydźwięku jest niełatwym wyzwaniem. Wiąże się z dużym zaangażowaniem pod względem czasu. Mimo to obecność dziesiątek klientów w sklepie, a także ich aktywność podczas organizowanych wydarzeń pokazuje, że warto to robić. Właściciele mają bardzo dużo pomysłów na rozwój. To które zostaną zrealizowane zależy od sytuacji w najbliższych tygodniach.

Już w najbliższym czasie na mapie Lublina zostanie otwarty sklep-komis „Retro”. Miejsce, w którym będziemy mogli oddać w sprzedaż komisową zalegające starocia, dobrze utrzymane elementy ubioru i równocześnie znaleźć coś nowego-starego do naszych wnętrz lub do uzupełnienia dotychczasowych strojów. Na pozór rozwiązanie przypomina antykwariat, jednak jest zupełnie czymś innym, bardziej rodzajem „żyjącego komisu”, gdzie towary są dostarczane przez prywatne osoby. Inicjatorzy podkreślają, że jest to rozwiązanie cieszące się dużą popularnością poza granicami Polski.

Właściciele nowego sklepu często bywają w Holandii. Jak sami podkreślają, nasze kultury (polska i holenderska) wbrew pozorom mają wiele wspólnego. Uważają, że w Polsce rozwiązanie pozwalające na oddanie starych i niepotrzebnych rzeczy a zarazem kupienie tych nowych może się spotkać z dużym zainteresowaniem. Idąc ulicami holenderskich miast można natrafić na liczne butiki. To one stały się inspiracją do stworzenia nowego miejsca na mapie Lublina.

Inicjatorka nie dzieliła się z innymi swoim pomysłem przez dłuższy czas. Jak sama zaznacza, jest to jej pasja, którą zajmuje się od wielu lat, zarówno w odniesieniu do przedmiotów z duszą, jak i do ubrań. Dotychczas zabytkowe przedmioty gromadziła we własnym domu a teraz postanowiła się nimi podzielić z innymi. Dobrym pretekstem do stworzenia nowego miejsca okazała się światowa pandemia koronawirusa i trwające w tym czasie domowe porządki, które wszystkim uświadomiły jak wielką ilością rzeczy jesteśmy otoczeni.

Sklep już po samym wejściu do środka będzie różnił się od typowego miejsca handlu. Sklep „Retro” zajmie się sprzedażą i skupem rozmaitych staroci, które często zalegają na zakurzonych szafkach mieszkańców Polski czy Europy. Przedmioty właściciele „zdobyli” na aukcjach czy targach staroci lub podczas zwykłych wymian ze znajomymi. Idea przewodnia, która przyświeca temu pomysłowi to „dać drugie życie rzeczom”.

Niełatwym zadaniem jest dostrzeżenie wartościowego przedmiotu podczas pchlich targów. Często te najlepsze są albo głęboko schowane albo wykupione przez kolekcjonerów. Przysłowiowym „białym krukiem”, który znalazł się w posiadaniu właścicieli „Retro” jest puchar myśliwski i zestaw filiżanek z pięknej porcelany z XX wieku.

Sam asortyment lokalu będzie znacznie większy. Klienci znajdą ubrania, meble, obrazy, lustra, lampy i wiele innych przedmiotów codziennego użytku. Wszystkie zachowane w klimacie minionej epoki. Warto jednak zaznaczyć, że nie jest to antykwariat. W sklepie „Retro” znajdą się przedmioty o niższej randze i wartości historycznej.

Sklep „Retro” jest przeznaczony dla wszystkich – nie tylko dla kolekcjonerzy zabytkowych przedmiotów. Wręcz przeciwnie. Jak zaznacza nasza rozmówczyni każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego do domu lub ubrania.

Sposób funkcjonowania lokalu można powiedzieć, że jest powiązany z postulatami ekologicznymi. Zgodnie z myślą „zero waste” chętne osoby przychodzą, oddają do sprzedaży niepotrzebne akcesoria. Pozostali mogą kupić. Tym samym redukując liczbę wyrzucanych śmieci.

Lokal utytułowany został przy ulicy Koncertowej w Lublinie. Nie przypadkiem. Cicha dzielnica, towarzystwo salonów kosmetycznych, a przede wszystkim łatwa dostępność komunikacyjna może znaleźć odzwierciedlenie w dużej liczbie potencjalnych klientów. Nowe trendy coraz częściej sugerują przeniesienie butików na obrzeża miasta z dala od zgiełku i pośpiechu w centrum miasta.

Otwarcie nowego lokalu w Lublinie powiązane jest z powrotem do miasta właścicieli. W ostatnich latach mieszkali oni poza granicami Polski, między innymi we Francji czy Holandii. Sam powrót związany jest z przywiązaniem do rodzinnych stron. Usytuowanie lokalu na terenie miasta wiąże się z dużym rozwojem gospodarczym Lublina w ostatnich latach. Miasto Lublin stało się miejscem posiadającym wszystkie zalety dużej metropolii wciąż pozostając przyjaznym lokum do życia rodzinnego.

Właściciele, wybiegając w przyszłość myślami, chcą stworzyć miejsce nie tylko handlu, ale i odpoczynku. Takie, w którym będzie można porozmawiać ze sprzedawcą, napić się kawy i wybrać najlepiej dopasowany produkt.

Piotr Woliński i Marcin Grzegorczyk znają się od ponad 10 lat. Jak sami mówią, razem zjedli już beczkę soli. Piotr, na początku swojej przygody z barberskim biznesem, miał małą wiedzę dotyczącą fryzjerstwa, w przeciwieństwie do jego wspólnika Marcina. Ten z kolei jest fryzjerem z ponad 20 letnim stażem pracy w branży. Wspólnie prowadzą dwa, rozpoznawalne na mapie Lublina Barbershopy – The Razor’s Edge Barbershop i Lublin Blues Barbershop. O przygodzie związanej z prowadzeniem barbershopu porozmawialiśmy z Piotrem:

Można powiedzieć, że od początku chcieliśmy robić coś dużego, na ogólnopolskim poziomie. Wiemy jednak doskonale, że nasi klienci są tutaj – i to do nich kierujemy nasze usługi. Zależy nam na Lublinie, dlatego podejmujemy liczne współprace na rodzinnym podwórku. Współpracujemy między innymi z manufakturą Męska Wyspa czy browarem Dziki Wschód. Właściciele tych lokalnych marek to niesamowici ludzie pracujący przede wszystkim z pasji. I to cenimy w nich najbardziej. Inspiruje nas to, gdy ktoś tworzy nie z przymusu, a z chęci. Zresztą – tak też działamy w naszym zakładzie.

Wierzę w to, że biznes jest albo sexy albo go nie ma. Staram się tym zarazić wszystkich moich współpracowników. Jeżeli ktoś przychodzi do pracy, żeby „odbębnić” te osiem godzin i iść dalej – to traci nie tylko on, ale my wszyscy. Zatrudniamy osoby bardzo ambitne i robimy wszystko, aby spełniać ich ambicje. Ważny jest też ciągły rozwój całej firmy. Jak wiadomo, kto się zatrzymuje ten tak naprawdę się cofa. To dobrze znany frazes, jednak coś w nim jest.

Branża, w której pracujemy, jest dosyć specyficzna. Mamy duże wymagania jeżeli chodzi o potencjalnych pracowników. Każdy barber jest fryzjerem, ale nie każdy fryzjer jest barberem. Wykwalifikowanych barberów odróżnia to, że muszą potrafić ogolić klienta brzytwą, zadbać o jego wąsy i brodę, a przede wszystkim doradzić – w kwestii fryzury, czy kosmetyków.

Bardzo często podkreślamy, że wygląd naszych lokali jest tylko dodatkiem do oferowanej przez nas usługi. Dopóki każdy z zespołu będzie kładł nacisk na własny rozwój i dawał z siebie wszystko przy każdym strzyżeniu, to zrobi to zarówno w dobrym salonie jak i na zwykłym stołku.

Wizyta w naszych salonach zdecydowanie różni się od przeciętnego wyjścia do fryzjera. Nasza usługa jest przede wszystkim o wiele dłuższa… a przez to dokładniejsza. Nie mamy problemu z tym, żeby porozmawiać na temat fryzury, wyjść na kawę czy papierosa z klientem i razem odpocząć w trakcie pracy.

Nie jest łatwo znaleźć do pracy kogoś, kto rozumie nasz klimat i nasze standardy. Kto jest na tyle ambitny, żeby stale się rozwijać i podejmować nowe wyzwania. Dlatego w ostatnim czasie zaczęliśmy prowadzić kursy dla potencjalnej przyszłej kadry. W porozumieniu z Izbą Rzemieślniczą zdecydowaliśmy się na kursy czeladnicze.

Marcin posiada tytuł mistrza fryzjerstwa, jest fantastycznym, charyzmatycznym pedagogiem i liderem, z ogromną wiedzą. Uważam, że jego podopieczni mają duże szczęście mogąc zaczynać przygodę z zawodem od kontaktu właśnie z nim. Chcemy dzielić się naszą wiedzą, pokazywać młodym pokoleniom, że zawód fryzjera jest nie tylko fajny, ale też przyszłościowy. Jest zawodem, który nigdy nie zostanie zautomatyzowany i zastąpiony przez komputerowy algorytm. U nas bardzo liczy się rozmowa i doradztwo, a na to zawsze będzie zapotrzebowanie.

Kolejną kwestią jest to, że zawód barbera daje niezwykłą satysfakcję z pracy. Dobry wygląd daje ogromne, zaraźliwe poczucie własnej wartości. Kiedy schodzisz z fotela z dobrą fryzurą – stajesz wyprostowany i możesz zdobywać świat. Kiedy nasz zakład opuszcza kolejny zadowolony klient, nie ma możliwości żebyśmy i my nie byli zadowoleni z naszej pracy.

Liczba klientów stale rośnie. Powodów może być wiele. Nowi goście podkreślają, że podoba im się jakość oferowanych przez nas usług – i to nas cieszy najbardziej. Kolejną kwestią jest też to, że dzisiaj mężczyźni dokładnie wiedzą czego chcą – chcą dobrze wyglądać i są gotowi za to zapłacić. Jest to pewnego rodzaju celebrowanie męskości. Klienci doceniają też personel i klimat naszych lokali. Rozmowy, fajna muzyka, napoje – a przede wszystkim profesjonalna usługa barberska. O to chodzi w naszej pracy.

Oba salony – the Razor’s Edge Barbershop i Lublin Blues Barbershop – znajdują się w Lublinie. Nie bez powodu. Zdecydowanie jestem lokalnym patriotą. W moim przypadku nie wynika to z przywiązania do rodziny czy tego, że tu się urodziłem. Decyzja o powrocie do mojego miasta była bardzo przemyślana, świadoma i w pewien sposób egoistyczna. Po tych wszystkich latach spędzonych tu śmiało mogę powiedzieć, że nie żałuję. Lublin dał nam (mi i mojej żonie) mnóstwo możliwości rozwoju.

Argumentów do tego nie trzeba szukać. W ostatnim czasie widać je na każdym kroku. Po pierwsze bliskość stolicy i możliwość szybkiego dojazdu do niej. Lublin nie jest małym miastem, a posiada wszystkie jego pozytywne cechy. Rozpoczynając tu biznes nie trzeba „rozpychać się łokciami” żeby znaleźć sobie miejsce i osiągnąć sukces. Ponadto – ma doskonałą bazę specjalistów i ludzi, którzy są głodni sukcesu. To wynik jego akademickiego charakteru. Ludzie stale chcą się doszkalać, rozwijać, szukać swojej drogi.

Jeżeli chodzi o naszą przyszłość to oczywiście mamy kilka otwartych projektów. Nie mniej jednak nie chcemy się nimi chwalić dopóki ich nie skończymy. Nie ma chyba nic gorszego od chwalenia się czymś, co nigdy nie ujrzy światła dziennego! Najważniejsze jest jednak to, aby pozostać w tym autentycznym i nie robić niczego na pokaz. Myślę, że robimy fajne rzeczy, którymi dzielimy się z innymi. Wiem, że widzą to nasi odbiorcy i doceniają to.

Więcej informacji na stronach www: The Razors Edge BarbershopLublin Blues Barbershop oraz profilach Facebook: The Razors Edge BarbershopLublin Blues Barbershop

Studio Malarnia jest usytuowane w Rynku Starego Miasta w Lublinie w lokalu Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” od wielu lat. Zostałam tam niegdyś zaproszona, gdy otrzymałam zaszczytny tytuł Mistrza Mowy Polskiej po prezentacji w Warszawie w Zamku Królewskim, gdy opowiadałam o kazimierskiej Kuncewiczówce, jako o salonie, gdzie język polski, cenne dzieła literackie, atmosfera miejsca była i obecnie jest natchnieniem dla kolejnych pokoleń.
Powiedziałam wówczas, iż dom Marii Kuncewiczowej świadczy o tym, iż nie jesteśmy gośćmi Europy, ale jej pełnoprawnymi obywatelami, a muzeum sławnej powieściopisarki jest salonem mowy polskiej. Te słowa bardzo przypadły do gustu publiczności oraz jurorom, zgromadzonym w Zamku Królewskim i przyniosły wspomniany tytuł mojej skromnej osobie – Mistrza Mowy Polskiej.

Polonistyka, historia sztuki , potem studia podyplomowe w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki, ukształtowały moją wyobraźnię. Już wówczas malowałam, pisałam, byłam nauczycielką języka polskiego i historii sztuki.
Jednak malarstwo jest szczególnym powołaniem i zajęciem w moim życiu, akceptowanym przez męża i rodzinę.
Piękna przygoda ze sztuką zaczęła się we wczesnym dzieciństwie, gdy ważnym gościem domu rodzinnego był artysta malarz z Łodzi Kazimierz Wecel, pracownik filii Muzeum Narodowego i od niego otrzymałam pierwsze wskazówki, a nawet kredki i farby.

Niewątpliwie ważną kwestią było to, iż po mamie i babci odziedziczyłam cechy kobiety kresowej, która malowała, a nawet grała na fortepianie. Więc było to zupełnie naturalne, że moje zainteresowania poszły w tym kierunku.
Niegdyś, oprócz malowania, rysowania, pisałam także teksty. Było to dla mnie zupełnie naturalne, bajki dla moich dzieci (ostatnio dla wnucząt), krótkie, zabawne formy satyryczne, a później poważniejsze, dotyczące egzystencji i przemijania. Czasem wydawałam niewielkie książki, gdzie oprócz wierszy znajdowały się obrazy i rysunki, które znakomicie się uzupełniały.

Urodziłam się w Lublinie i żeby zabawić czytelników informuję, iż miejscem, w którym pojawiłam się na tym świecie, było obecne pomieszczenie biblioteki Liceum im. Stanisława Staszica, a osobą która wspomagała moją Mamę była dzielna, „wielofunkcyjna” góralka, zatrudniona w szkole.
Mój Ojciec Tadeusz Lewacki był wówczas dyrektorem Liceum im Stanisława Staszica, przedwojenny harcerz, komendant hufca ZHP w Łucku, absolwent Wydziału Matematyki na Uniwersytecie Warszawskim. Jego pierwszym miejscem zatrudnienia było przedwojenne liceum ze wspaniałymi nauczycielami i oczywiście z hufcem harcerskim (w moim posiadaniu są przedwojenne fotografie z tego czasu).
Również w Lublinie rozpoczęłam swoją karierę zawodową jako nauczyciel języka polskiego w VII Liceum im. Marii Konopnickiej. Wspominam fantastycznych wychowanków, których do dzisiaj serdecznie wspominam. Podczas lekcji starałam się przedstawiać twórczość Zbigniewa Herberta, Bruno Schulza i wielu innych z listy zakazanych lektur.
Po kilku latach zostałam poproszona o objęcie funkcji dyrektora Zespołu Szkół Plastycznych im. C. K. Norwida w Lublinie. Współpracowałam z kolegami nauczycielami w tworzeniu nowych programów, zwłaszcza dla gimnazjum, które w owym czasie było nowością.

Podjęłam niezwykle korzystną dla „lubelskiego plastyka” innowację w zakresie wprowadzania przy współpracy z Akademią Sztuk Pięknych im. Jana Matejki, nowoczesnych podstaw projektowania, opartą na programach i krakowskich doświadczeniach, a potem wzbogaconą o doświadczenia angielskiej Wolverhampton School of Art and Design. Przedstawiciele z obydwu uczelni gościli w Lublinie i odbyły się wspólne warsztaty, które wniosły do szkoły wiele nowości i przygotowały placówkę do zmian w kierunku nowoczesnego kształcenia w dziedzinie sztuki i projektowania. Zagraniczne wyjazdy i liczne kontakty w świecie nauki pozwoliły wypromować Szkołę na forum ogólnopolskim. Jednym z ważniejszych dokonań było wykazanie krakowskiego rodowodu lubelskiej Szkoły. Nazwisko Ludwiki Mehoferowej, założycielki szkoły artystycznej dla dziewcząt , być może także ze względu na Jej nazwisko można podejrzewać, iż programy nauczania mogły mieć wpływy krakowskie. Bezcenny okazał się wówczas kontakt z J.M. Rektorem Janem Pamułą z krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki.
Z inicjatywy nauczycieli zorganizowano cenną wystawę prac absolwentów „lubelskiego Plastyka”, którzy znaleźli się w krakowskiej Akademii na zaszczytnych miejscach. Ekspozycja została przygotowana w prestiżowym Pałacu Towarzystwa Sztuk Pięknych na Placu Szczepańskim.
To był niebywały wyczyn, w który zaangażowała się młodzież, rodzice i całe grono pedagogiczne.

Przy licznych obowiązkach zawodowych nie zaniedbywałam pracy twórczej i z chwilą odejścia na „stypendium ZUS”, jak dowcipnie określaliśmy z mężem mój nowy status, zaczęłam realizację moich planów.
Wreszcie spełniłam swoje marzenie – studia podyplomowe w Krakowie pod kierunkiem prof. Zbigniewa Bajka, dr Joanny Banek (pracownia interdyscyplinarna- intermedia), prof. Romana Łaciaka (malarstwo ścienne), prof. Janusza Krupińskiego (teoria sztuki), dr. Rafała Borcza (malarstwo), dr. Wojciecha Kubiaka (rysunek).
Studia poprzedziły moje roczne przygotowania w krakowskiej uczelni w postaci tzw. „Otwartej Akademii”, gdzie zajęcia były prowadzone przez prof. Z. Bajka oraz prof. J. Banek.
Było to jedno z moich marzeń, które spełniło się po odejściu na emeryturę. Przebywanie wśród tak wielu młodych osób, a także artystyczny kontakt poprzez częsty ogląd ich najnowszych aktywności, wystaw, rozmów, obrazów, spowodował i przywołał nowe inspiracje. Powstawały liczne prace, oparte na profesjonalnej wiedzy i doświadczeniu spotykanych w Krakowie osób.

Moją największą galerią obrazów jest mój dom. W Malarni na lubelskiej Starówce eksponuję niektóre z nich, zmieniając co pewien czas eksponaty. Wiele z moich obrazów, rysunków, akwarel powędrowało w świat w różne zakątki Polski, a często i poza jej granice.
Jednak zawsze staram się o dokumentowanie zbioru prac wykonanych w różnych technikach, ponieważ nie lubię monotonii i nowe techniki pozwalają na odkrywanie kolejnych inspiracji.
Moje obrazy powstają w różnych miejscach, w pracowni, na uliczkach Kazimierza Dolnego, w Wenecji, Florencji lub u przyjaciół na wsi. Często odwołuję się do wykonanych osobiście fotografii, np. z Indii, Japonii, Hiszpanii, Holandii.
Dużym wsparciem dla mojej twórczości jest osoba Męża, który akceptuje w pełni wykonywane przeze mnie prace i organizowanie wystaw, prezentacji, spotkań autorskich.
Oboje traktujemy moją działalność artystyczną jako promocję Lubelszczyzny, naszego miasta, kraju, historii. Tu przywołam ekspozycję w Domu Polskim w Brukseli, na kilku międzynarodowych uczelniach w Japonii, Indiach, Kazachstanie, w Centrum Sztuki Współczesnej w Ułan Bator w Mongolii, także w Austrii.
Ulubionym tematem przez kilka lat była Wenecja, gdzie malowałam, fotografowałam, rysowałam, uczestniczyłam w życiu kulturalnym tego wspaniałego miasta, a potem powstawały cykle np. z weneckiego karnawału lub ukazujące niezwykłą urodę architektury tego miasta.

Niezwykłym miejscem była dla mnie Galeria Pana Zadika w Amsterdamie, która przybliżyła mi motywy judaistyczne i wprowadziła mnie w bogactwo tej kultury. Zresztą tam również prezentowałam swoje prace i wzbogaciłam wyobraźnię o niezwykłe obrazy świata opisywanego przez Kafkę, Schulza. Potem była galeria Hadar, Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie i obecność w Drohobyczu podczas rocznicy śmierci Bruno Schulza (po tych wydarzeniach otrzymałam określenie mianem „szulcoidy”). Ostatecznie znalazłam się wraz z mężem w Ziemi Świętej, co znów stało się dla mnie ważnym przeżyciem duchowym i artystycznym.
W ostatnim czasie wróciłam do malarstwa ściennego, które można obejrzeć w przedsionku kamienicy, gdzie mieści się moja Malarnia. Stworzyłam tam bajkowy wizerunek naszego miasta Lublina, który ociepla to miejsce i budzi zainteresowanie turystów.

Dla tzw. „mieszkań chronionych” w okresie pandemii namalowałam trzy freski w ogólnie dostępnym miejscu by „ocieplić” przestrzeń, z której korzystają osoby tam zamieszkujące.
Wymienione prace powstały charytatywnie, w przekonaniu iż obecność sztuki w różnych przestrzeniach powoduje, iż stajemy się lepsi i lepiej potrafimy zrozumieć siebie i innych obok nas.

Profil na Facebooku Malarni Krystyny Głowniak.

Firma GVCC Group odpowiedzialna jest za trzy marki. GOODLOOK, czyli lubelski salon fryzjerski, specjalizujący się w kobiecych fryzurach, który prowadzi Pani Magda Sikorska-Męczyńska. Drugą marką jest Creative Colors, agencja reklamowa zajmująca się obsługą podmiotów nie tylko lokalnych, ale również z Ukrainy, Białorusi czy Słowacji. Jednak najbardziej innowacyjną marką jest Virtual Quest.

Virtual Quest to pokazy filmów w technologii wirtualnej rzeczywistości. Filmy zainstalowane są na smartfonach, które połączone są ze specjalnymi okularami VR. Pozwala to osiągnąć wyjątkowy efekt polegający na połączeniu zabawy z edukacją. Podczas pokazów prezentowany jest jeden z czterech filmów tematycznych, uczestnicy naszych pokazów mogą odkryć nieznane zakamarki oceanu, polecieć do odległego kosmosu lub przenieść się w czasie i zobaczyć jak wyglądały dinozaury. Naszą najnowszą autorską produkcją jest film o Sawannie.

Nowa produkcja została stworzona od podstaw. Pracę rozpoczęliśmy od burzy mózgów. Cały zespół miał za zadanie zaproponować temat, który może zainteresować dzieci. Następnie stworzyliśmy ankietę, którą skierowaliśmy do nauczycieli, opiekunów i innych osób, z którymi już współpracowaliśmy. Najczęściej wskazywanym tematem był film o Sawannie, w którym główną rolę odgrywają hipopotamy, strusie i inne zwierzęta zamieszkujące tamte tereny. Zależy nam na tym, aby pokazać dzieciom, w całkiem nowy sposób, to o czym dotychczas czytały w książkach lub widziały w Internecie. Wrażenia wynikające z pokazów przy pomocy wirtualnej rzeczywistości są całkiem inne. Zapewniają nowe doznania i emocje zapadające w pamięć.

Reakcje naszych widzów i odbiorców są zawsze pozytywne. Często przyjeżdżamy do wybranej placówki i już wtedy ustalamy termin następnego pokazu. Staramy się tak dopasować tematy prezentacji, aby były one adekwatne do aktualnie realizowanego programu zajęć. Zależy nam, aby pogłębiać treści przekazywane przez nauczycieli.

Virtual Quest współtworzy ze mną Kacper Bronisz, a także grupa studentów i absolwentów lubelskich uczelni. Wszyscy pomagają w organizacji czasu prezentacji, a przede wszystkim przeprowadzaniu pokazów. Gdyby nie ich uśmiechy, zaangażowanie i otwartość dla dzieci prowadzenie tego biznesu byłoby niemożliwe. Bez wymienionego wyżej Kacpra Virtual Quest potrzebowałby jeszcze dużo czasu, aby mieć obecny wygląd i zasięg działania.

Sama technologia wirtualnej rzeczywistości nie jest nowa, na co dzień znajduje zastosowanie w bardzo różnych branżach. Jednakże, nasz projekt jest innowacyjny, ponieważ skupiliśmy się na edukacji i przekazywaniu wiedzy w sposób przystępny, ciekawy i atrakcyjny dla najmłodszych. Stosujemy tutaj dobrze znany na świecie model nauki przez zabawę, jednym słowem – edutainment.

Bardzo lubię pracować na terenie Lublina. Wielokrotnie bierzemy udział w projektach realizowanych na terenie miasta. Ściśle współpracujemy z Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, gdy rodzice decydują się na oddanie krwi, my „porywamy dzieci” i zabieramy je w kosmos (śmiech). Współpracujemy z domami dziecka, domami kultury i innymi instytucjami, od których otrzymujemy zaproszenie. Oczywiście wykonujemy również pracę komercyjną na zlecenie osób prywatnych. Zawsze jednak przyświeca nam cel, aby nieść dobro i być mile widzianym gościem.

Światowa pandemia koronawirusa miała znaczący wpływ na funkcjonowanie naszego przedsiębiorstwa. Zamknięte szkoły i brak możliwości spotkań z dziećmi znacząco pokrzyżowały nasze plany. Musieliśmy się na chwilę zatrzymać i poszukać nowych rozwiązań. Cieszymy się jednak, że wszystko powoli wraca do normy i wierzymy, że już niedługo będzie lepiej. Z niecierpliwością czekamy na kontakt z dziećmi. Pomijając już kwestie biznesowe, zwyczajnie stęskniliśmy się za ich uśmiechem i energią. Przez ostatnie dwa lata mieliśmy nieustanny kontakt z najmłodszymi. Nagłe przerwanie jakichkolwiek spotkań jest dla nas bardzo trudne, jednak musimy sobie jakoś radzić.

Jednym z nowych pomysłów jest stworzenie portalu, który będzie popularyzował technologię wirtualnej rzeczywistości, czyniąc ją bardziej dostępną. Chcielibyśmy w ciekawy sposób umożliwić uczniom powtórzenie, nadrobienie lub poszerzenie wiedzy, którą nabywają podczas lekcji w szkole. Do korzystania z nowej platformy będziemy chcieli zaprosić uczniów, którzy z różnych powodów nie mogą brać udziału w zajęciach. Nasz pomysł może okazać się przydatny na przykład w czasie choroby uczniów. Zależy nam na tym, aby nauka była ciekawa i angażująca. Osiągamy pełny sukces kiedy dzieci uczą się przez zabawę.

Więcej o Jacku Męczyńskim i jego markach na Facebooku: Virtual Quest, GOOD LOOK oraz  Creative Colors.

Pracownia architektoniczna została założona przez trzech absolwentów Wydziału Budownictwa i Architektury Politechniki Lubelskiej. Wspólna realizacja projektów konkursowych w czasie studiów, a także wynajęte biuro zaraz po ich zakończeniu, zapoczątkowało działalność pracowni 081 Architekci. Sebastian Łucjan, Przemo Metko i Patryk Turewicz od wielu lat specjalizują się we współczesnej architekturze i architekturze wnętrz realizując liczne projekty na terenie Lublina i okolic.

Nasze pierwsze wspólne prace powstawały już w czasie studiów. To był czas, w którym mogliśmy puścić wodze fantazji. Było to o tyle ważne, że poznawaliśmy się nie tylko osobiście, ale też projektowo. Wszystkie spotkania odbywały się w naszych rodzinnych domach. Dopiero na ostatnim roku studiów wynajęliśmy małą przestrzeń, w której zaczęliśmy realizować projekty. Wtedy też otrzymaliśmy pierwszy temat komercyjny. To było pewnego rodzaju płynne zakończenie studiów i przejście do pracy zawodowej na „swoje konto”.

Tworzenie studia we trzech ma wiele zalet. Są kwestie, w których dopełniamy się nawzajem. Czasami krytykujemy swoje prace, poprawiamy, zazwyczaj jednak uzupełniamy. Dobrze jest mieć kogoś, kto będzie miał inne spojrzenie na projekt. Poza tym warto zaznaczyć, że mamy pełną demokrację w naszym biurze. Zawsze ostateczny głos ma większość (śmiech).

Trudno jednoznacznie określić, czy to co tworzymy w naszym biurze jest pracą indywidualną czy wspólną. Wszystko dzieje się bardzo płynnie i nie rozróżniamy kto co zrobił. Po wielu latach współpracy możemy powiedzieć, że często rozumiemy się już bez słów. Niedawno inwestor przedstawił nam 4 działki możliwe do zagospodarowania. My, bez żadnych konsultacji między sobą, wybraliśmy tę samą.

Każdy z nas jest inną osobą. Mamy różne charaktery i całkiem inne spojrzenia na wiele spraw. Pozwala nam to wnosić nowe rzeczy do biura. Tworzymy wyjątkowy kolektyw, który ma bardzo szerokie spektrum i to pod każdym względem: marketingowym, biznesowym czy projektowym. Gdyby każdy z nas prowadził odrębne biuro, to każde z nich byłoby zupełnie inne.

Prowadzimy również mniejsze projekty, które pozwalają na normalne funkcjonowanie biura. Mimo to, zawsze wszystkie projekty realizujemy wspólnie. To pozwala osiągnąć najciekawszy i najlepszy efekt.

Stworzyliśmy biuro, w którym w pewien sposób możemy selekcjonować realizowane przez nas projekty. W skrócie: mamy dość spójny styl prezentacji prac. Nasi klienci wiedzą czego mogą od nas oczekiwać. Bardzo sporadycznie pojawiają się zapytania odbiegające całkowicie od naszej stylistyki, dlatego też procent odrzucanych projektów jest już dzisiaj o wiele mniejszy. Współpracujemy też z wieloma inwestorami, którzy wracają do nas po zakończonej realizacji. Zawsze nas to cieszy i chętnie podejmujemy współpracę.

Jednym z projektów, który najchętniej wspominamy, jest domek pod Puławami. Był to zarazem jeden z najfajniejszych i najtrudniejszych projektów. Myślimy o nim zawsze z sentymentem, ponieważ była to nasza pierwsza realizacja, która została zbudowana i jeden z pierwszych projektów w pełni przygotowany przez nasze biuro. Cały proces tworzenia dał nam wiele nauki na przyszłość, z której korzystamy do dzisiaj.

Inną realizacją, do której wracamy, był projekt elementów zewnętrznych dla Państwowego Muzeum na Majdanku. Było to nasze pierwsze zlecenie publiczne. Wiązało się z o wiele bogatszą i bardziej obszerną dokumentacją projektu. W tym przypadku również kluczową rolę odegrała nauka na przyszłość. Oprócz samej pracy architektonicznej musieliśmy przygotować wiele innych dokumentów, o których wtedy jeszcze nie słyszeliśmy. Zdaliśmy sobie sprawę, że im bardziej będziemy rozwijać biuro, tym więcej naszej pracy będzie dotyczyć dokumentów, niż tej części stricte kreatywnej związanej z architekturą.

Lublin spełnił nasze oczekiwania po studiach. Udało nam się stworzyć i rozwijać do dziś studio. Z perspektywy czasu uważamy, że jest to bardzo fajne miejsce do życia i prowadzenia własnej działalności. Każdy z nas jest lokalnym patriotą. Interesujemy się lokalnym rynkiem, rozwojem, czy inwestycjami.

Systematyczne rozbudowywanie sieci kontaktów na rynku lokalnym dało nam na start kapitał społeczny, niepoliczalny finansowo, a jakże ważny w momencie budowania marki. Udało nam się szybko zbudować grono zaufanych i solidnych specjalistów, z którymi współpracujemy. Rozwój biura nie został zahamowany, a my mogliśmy i dalej możemy, podejmować się coraz to nowych wyzwań. Tutaj warto zaznaczyć, że nasza nazwa „081” pochodzi od numeru kierunkowego do Lublina, a nie, tak jak niektórzy uważają, rocznika (śmiech).

Zadrą w naszym lubelsko – cebularzowym 😉 sercu jest brak poważnej realizacji w Lublinie. Do tej pory większość obiektów projektowanych w naszym mieście, to domy jednorodzinne. Na pewno jest naszą ambicją zaprojektować obiekt w Lublinie, który będzie służył mieszkańcom.

Czas pandemii pokazał, że nasza branża jest dosyć specyficzna. W tym momencie realizujemy długoterminowe zlecenia, które trwają pół roku, rok, a czasem nawet dłużej. Siłą rozpędu weszliśmy w czas pandemii i mamy nadzieję, że uda nam się wyjść cało. O samych skutkach będziemy mogli porozmawiać za kilka miesięcy. Teraz jest jeszcze na to za wcześnie. Wirus to może być „bomba z opóźnionym zapłonem” na rynku.

Całe nasze biuro przeniosło się do pracy zdalnej. Przez pierwsze kilka tygodni borykaliśmy się z drobnymi problemami np. przy komunikacji. Specyficzny czas wymagał też od nas poznania nowego oprogramowania. Dopatrujemy się pozytywnych skutków całej sytuacji; nauczyliśmy się dokładniej ewidencjonować niektóre z naszych działań. Narzędzia, których dziś używamy zostaną z nami na dłużej. Wiemy jednak, że nic nie zastąpi kontaktu osobistego.

Architekci 081: strona wwwFacebookInstagram, Behance.

Karolina Gruszecka – stylistka, dyrektor mody w magazynie Vogue

Praca w gazecie od zawsze była moim marzeniem. Już w liceum wiedziałam czego chcę i konsekwentnie do tego dążyłam. Od 3 lat pracuje jako stylistka w Vogue Polska, a od pół roku na stanowisku dyrektora mody. Wcześniej współpracowałam m. in. z Elle, Harper’s Bazaar czy Vivą. Praca w najlepszym modowym tytule na świecie to niesamowity przywilej.

Mój zawód jest bardzo kreatywny i dynamiczny, mało zadań jest przewidywanych i schematycznych. Zajmuję się tworzeniem koncepcji sesji zdjęciowych, selekcji trendów, tworzeniem stylizacji i wymyślaniem sesji tematycznych, nie tylko modowych.

Oprócz pracy w magazynie, pracuje zarówno, przy artystycznych jak i komercyjnych projektach. Stylizuje kampanie reklamowe i społeczne, pomagam markom odzieżowym, doradzam osobom publicznym. Najbardziej lubię bezpośredni kontakt z ludźmi, dlatego panele, dyskusje i szkolenia, gdzie mogę podzielić się swoim doświadczeniem dają mi najwięcej frajdy. Tremą i wyzwaniem było stylizowanie przez miesiąc witryny w największym sklepie w centrum Warszawy, gdzie strefa i każda z rzeczy tam wiszących miała metkę z moim nazwiskiem 

Legendy o powstaniu polskiej edycji Vogue krążyły od lat. Nie spodziewałam się, że zaproszenie na kawę przez Filipa Niedenthala (przyszłego wtedy – redaktora naczelnego Vogue Polska) może skończyć się największą zawodową rewolucja w moim życiu. Prowadziłam dosyć unormowane i wygodne życie, nowa propozycja wywołała ekscytacje, ale też dreszczyk emocji przed nieznanym. Dołączenie do tak zacnego grona redakcji było dla mnie ogromnym wyróżnieniem.

Vogue jest najbardziej kultowym i szanowanym magazynem o modzie na świecie. Edycje różnią się od siebie, ale przyświeca im jeden cel: być opiniotwórczym i zaangażowanym tytułem.

Na pewno jest to symbol jakości i kreatywności. Wywiady, artykuły, sesje i ilustracje w numerze muszą mówić o wszystkich ważnych społecznych zjawiskach, socjologicznych zmianach i kulturalnych wydarzeniach.

Media szczególnie dzisiaj oprócz rozrywki, powinny pokazywać i mówić o rzeczach często niełatwych, i do końca nie zrozumiałych.

Uważam, że dzisiaj praca w magazynie jest dużo bardziej odpowiedzialna niż była kiedyś, już nie tylko prezentujemy ładne, nowe rzeczy i zjawiska, ale ukierunkowujemy, budujemy opinie i poglądy i pomagamy zrozumieć wszystko to co łatwo przyswajalne nie jest jak np. sztuka współczesna albo nowe przedstawienie Warlikowskiego.

W dobie kultury obrazkowej, ważne żeby sesje zdjęciowe też poruszały istotne kwestie jak tolerancja, ciało pozytywność czy nawet bardziej zaangażowane społecznie i politycznie tematy. Naszym zadaniem jest inspirować i skłaniać do myślenia na każdym kroku. Moda w zaskakujący i nieoczywisty sposób stały się świetnym nośnikiem do mówienia o rzeczach wielowymiarowych i trudnych. Tworzenie ponadczasowych wartościowych treści, sprawia, że do magazynu można wracać kilkakrotnie.

Moja praca polega na nietuzinkowym prezentowaniu wszystkich nowości, rozwiązań, fantastycznych pomysłów najbardziej oryginalnych projektantów i twórców mody światowej na łamach magazynu. Polki mają dosyć pragmatyczny i zdystansowany stosunek do mody. Zadaniem magazynu i moim jest skrócić ten dystans do mody i zainspirować. Jest to możliwe dzięki współpracy z bardzo zdolnymi i kreatywnymi ludźmi. Ekipy pracujące przy sesjach mają niesamowitą wyobraźnie i zdolności, to oni sprawiają, że moda i jej prezentacja jest sztuka. Uważam, że nie ma projektów niemożliwych. Jeżeli pracuje się z grupą zaangażowanych pełnych pasji ludzi, to praca daje dużo frajdy, a jej efekty są imponujące.

Każdy numer to kilka sesji. W roku jest to kilkanaście wyjazdów, kilkaset kilogramów ciuchów w walizkach, nerwy, zmęczenie, a później szczęście i niesamowita satysfakcja jak uda się złapać w obrazku to co wcześniej było założone. Chcemy przekazywać w sesjach emocje i skłaniać do myślenia. Tworzyć w taki sposób, żeby poruszało to nie tylko nas, ale i ludzi wokół.

Okładkowa sesja z Chicago i moja ostatnia z karmiącą Moniką Jagaciak – JAC to jedne z najczęściej komentowanych okładek polskiego wydania. Lubię jak sesje budzą dużo emocji i skłaniają do dyskusji. Nigdy nie przypuszczałam, że temat karmienia piersią poruszony w sesji mody, może wywołać tyle komentarzy. Okazuje się, że dziś można zaskoczyć szczerością, prawda i innym podejściem do niewygodnych tematów. W Polsce było dużo emocji i często zgorszenie i oburzenie, z zagranicy posypały się gratulacje i uznanie, oraz propozycje publikacji sesji.

Naszą misją jest też wspieranie i promowanie polskiego rynku. Prezentując sylwetki polskich projektantów, marek, ale też fotografów, modelek i polskich lokacji. Jesteśmy ich przepustką do światowego rynku. Rozpiera nas duma jak współpracujący z nami fotografowie: Sonia Szóstak, Łukasz Pukowiec, Marcin Kempski. To oni robią karierę zagranicą, tworzą światowe kampanie i sesje dla kluczowych magazynów. Polskie lokacje nie maja sobie równych, Mazury, Tatry, Bieszczady czy wybrzeże są doskonałym tłem do sesji mody. W tamtym roku numer wrześniowy w całości był realizowany przez polskich fotografów i artystów w Polsce, będąc tym samym świetnym portfolio naszego rynku.

Dwa razy do roku z redaktorem naczelnym uczestniczę w najbardziej prestiżowym modowym wydarzeniu – Fashion Week, w Mediolnie i Paryżu. Zawsze zabieramy ze sobą ostatnie dwa numery Vogue Polska, żeby w formie papierowej moc podzielić się nimi z najbardziej wpływowymi nazwiskami w świecie mody. Jest to doskonała szansa na zaprezentowanie wszystkiego tego co u nas najlepsze 😉

Jestem tradycjonalistką, kocham papier i druk. Pomimo tego, że chętnie korzystam z internetu, social mediów, rożnych aplikacji, ba! Nawet zaczęłam nagrywać podcast do aplikacji vogue.polska. Magazyn czy album w wersji papierowej jest dla mnie wyjątkowy i nie do zastąpienia. Czytanie gazety czy książki jest rytuałem, przyjemnością i przeniesieniem w inny świat. Ja regularnie kupuje zagraniczne kwartalniki i gazety jak Self Service Magazine, Muse, PoP, Love Magazine. Z podroży, a szczególnie z Paryża, wracam z całym bagażem podręcznym prasy . Im grubsze wydanie i im więcej reklam tym lepiej. Dla mnie to jak leksykon mody na dany sezon.

Jestem lokalna patryjotka  pochodzę z Lublina. Od 14 lat mieszkam w Warszawie, ale Lublin jest na tyle blisko, że w miarę możliwości staram się często odwiedzać mamę, siostrę i dziadków.

Bardzo mnie cieszy jak Lublin się zmienił i rozwinął na przestrzeni ostatnich lat. Ilość eventów, festiwali, inicjatyw miejskich, ale też świetnych miejsc jest imponująca. W zeszłym roku stworzyłam z siostrą, na stronie vogue.pl przewodnik po kulinarnych miejscach Lublina. Sama byłam zaskoczona, że tyle się tu dzieje, ile jest godnych polecenia pięknych miejsc i świetnych restauracji. Przewodnik okazał się hitem, wśród znajomych których namawiałam od zawsze na wiosenny wypad do Lublina na lody i spacer po starym mieście (Przewodnik dostępny na stronie internetowej Vogue Polska).

Więcej o Karli Gruszeckiej na jej profilu na Instagramie oraz na models.com.

Wszystko zaczęło się od książki. Cztery lata temu wpadła mi w ręce publikacja „Folding Techniques for Designers: from Sheet to Form” mistrza origami Paula Jacksona. Chciałam przygotować do domu kilka dekoracji z papieru i szukałam inspiracji oraz konkretnych wskazówek, jak to zrobić. Tak powstało „Dobrze się składa”, w którym zajmuję się projektowaniem współczesnych dekoracji z papieru.

Składanie papieru jest dla każdego, składając go nie można się spieszyć. To lekcja cierpliwości, a powtarzające się czynności są niemal jak mantra. Praca z papierem daje dużo spokoju, za to cenię i lubię ją najbardziej. Każda praca, każdy arkusz wymaga dużo precyzji, bez tego ani rusz. Myślę, że praca z tym materiałem wpływa również kojąco na psychikę, wieloma rzeczami przestajesz się przejmować i wyciszasz się. Dobrze spędzasz czas i się relaksujesz. Z drugiej strony papier to kapryśne tworzywo, więc praca z nim uczy również pokory. Tu nie ma prostych i szybkich rozwiązań, a dosłownie milimetrowy błąd robi różnicę przy końcowej formie. Często na warsztatach, które prowadzę min. w Centrum Kultury w rodzinnym Lublinie, nie słychać nic poza szeleszczącym papierem.

Największą przyjemność sprawia mi prowadzenie warsztatów. Dzięki nim poznaję ciekawych ludzi i kreatywnie spędzam czas. Zajęcia, które najbardziej utkwiły mi w pamięci to warsztaty z dzieciakami głuchymi i niedosłyszącymi z Caritas z Wuppertalu, które przyjechały w ramach projektu Alles Klang Huberta Pyrgiesa i Piotrka Milkowskiego do Caritas Archidiecezji Lubelskiej. Efektem tych warsztatów było przeniesienie na papier swoich emocji. W ruch poszły kredki, farby, tusz i węgiel. Z papierów zaprojektowanych przez dzieciaki powstały przepiękne lampy. To było dla mnie wyjątkowe doświadczenie. Z kolei najbardziej wymagającym projektem było złożenie ponad 100 lamp z blisko 300 metrów papieru do kawiarni Sarzyński w Galerii Zielonej w Puławach. Złożenie takiej ilości lamp zajęło prawie cztery miesiące, bardzo pomogła mi w tym mama.

W mojej pracy duże znaczenie odgrywa ekologia. Zależało mi żeby to, co robię było ekologicznie i z recyklingu – przecież mamy kryzys klimatyczny – więc tak jest bardziej w porządku. To dlatego korzystam z papierów na bazie pulpy z winogron, oliwek, zielonej herbaty czy kukurydzy, która dodawana do celulozy nadaje papierowi pulchność i kolor. Podobno nawet te papiery są jadalne, ale nie wiem, nie próbowałam 🙂

Od wielu lat Lublin mocno stawia na kulturę i sztukę, a przy tym niesamowicie szybko rozwija się w innych dziedzinach. To rodzi dobry klimat do pracy. Mieszkam w fajnej, spokojnej i zielonej dzielnicy. Do biura docieram w 15 minut niezależnie od pory dnia, a to bardzo pomaga. Lublin nie przytłacza, a jednocześnie nie czuję by czegokolwiek mu brakowało, no może morza ale o to walczymy od wielu lat ;). Nasze miasto jest też pełne niesamowicie kreatywnych ludzi. Praca z nimi daje dużo radości i jest super wyróżnieniem. W dzisiejszym świecie, w mojej pracy, odległości nie mają znaczenia. Mogłabym pracować w zasadzie wszędzie ale Lublin to mój dom i cieszę, że to tutaj “Dobrze Się Składa”.

Czas pandemii spowodował, że zaczęłam prowadzić warsztaty online. Wspólnie z Centrum Kultury w Lublinie zaproponowaliśmy naszej publiczności kreatywną formę spędzania czasu w trudnym czasie. Postanowiliśmy co tydzień prezentować w mediach społecznościowych warsztaty ze składania papieru w wersji online. Pierwszy materiał był tutorialem składania form origami. Trwał około 20 minut, był bardzo ciekawie opracowany, przejrzysty i dostępny dla wszystkich. Będziemy się starali je wypuszczać co tydzień, w każdą niedzielę. Warto zaglądać na naszego Facebooka i Instagram. Mam nadzieję, że dzięki tym materiałom ludzie będą rzadziej wychodzili z domu – dopóki to jest niebezpieczne.

Trzymam kciuki za jak najszybszą możliwość powrotu do tradycyjnej formy prowadzenia warsztatów. Zajęcia online niestety nie są tym samym – ciężko jest przekazać energię nagrywając tutoriale. Z wytęsknieniem czekam na powrót do normalności i składania.

Nazywam się Renata Saba i jestem rysowniczką, projektantką, ilustratorką, a przede wszystkim miłośniczką liter. Tworzenie marki jak i swoją działalność rozpoczęłam około 4 lata temu, chociaż markerów używam tak naprawdę od zawsze. Już jako mała dziewczynka uczęszczałam na zajęcia plastyczne w osiedlowym domu kultury Czechów w Lublinie. Z czasem pasja z dzieciństwa stała się pracą w dorosłym życiu.

Podejmowane przeze mnie działania składają się z dwóch części. Z jednej strony są to usługi graficzne, filmy rysunkowe, zapisywanie graficzne konferencji, z drugiej – działalność szkoleniowa.

Technik i narzędzi, których używam przy tworzeniu własnej marki, uczę na warsztatach Kreatywny Marker. Skoro u mnie zadziałały, jest duża szansa, że sprawdzą się również u innych. Wszystko zależy od zaangażowania w trakcie i po zajęciach. Wśród uczestników ważne są regularne ćwiczenia ręki i umysłu. Tylko wtedy efekty mogą pojawić się szybko.

Swoje zajęcia kieruję do bardzo różnych grup wiekowych. W ostatnim czasie coraz częściej prowadzę warsztaty dla dzieci, które w naturalny i fantastyczny sposób łączą wyobraźnię z moimi wskazówkami technicznymi. Wielokrotnie spotykam się z pozytywną opinią rodziców, którzy bardzo szybko dostrzegają pozytywny wpływ na rozwój swoich pociech. Szkolę też nauczycieli, wykładowców, trenerów, pracowników ośrodków kultury, menadżerów z bardzo różnych branż (restauracje, sklepy, banki, instytucje) i szczebli, a także osoby, które tworzą własną markę.

Podczas warsztatów uczę komunikowania się w sposób graficzny. Uczestnicy poznają sposób tworzenia prostych grafik i atrakcyjnych napisów. Uczą się też odwagi i wiary w siebie. Bardzo często podczas zajęć słyszę: „nie wiedziałam, że tak potrafię!”. Staram się zmieniać podejście do pisania uczestników, bo kiedy zamiast pisania rysujemy litery, kreatywność pobudza się sama i powstają cudowne napisy. Stanowią one świetne dopełnienie stworzonych grafik.

W swojej pracy bardzo lubię kontakt z ludźmi. Przed każdym warsztatem jestem ciekawa kogo poznam, czego dzięki nowo poznanym ludziom się nauczę i jak mogę zmodyfikować program pod potrzeby uczestników.

Ostateczna nazwa mojego studia powstała stosunkowo długo. Na początku działalność w nazwie miała jedynie „Renata Pisze”. Zauważyłam jednak, że ludzie nie do końca rozumieją, o co w tym chodzi, dlatego dodałam człon „Studio Grafiki Manualnej”. Wtedy było to bardziej zrozumiałe dla moich odbiorców. W niedługim czasie okazało się, że zlecenia zaczęły spływać nie tylko z Lublina, ale też z całej Polski i Europy. Dlatego na końcu dołączyłam słowo „Mobilne”.

Podczas pierwszych zorganizowanych przeze mnie warsztatów uczestnicy przyjechali do mnie z różnych miast z Polski, a nie było ani jednej osoby z Lublina. Wydało mi się to bardzo dziwne. Przecież Lublin jest bardzo kreatywny. To właśnie tutaj jest sztuka, festiwale, artyści. Z czasem sama zaczęłam chodzić do różnych lubelskich instytucji, aby przedstawić swoją ofertę. Dopiero wtedy lokalny rynek mnie zauważył. W naszym mieście przygotowuję dzisiaj billboardy, spisuję na bieżąco konferencję, a także prowadzę stacjonarne zajęcia dla dzieci. Do moich lubelskich realizacji należy między projekt opakowania, planszy i kart do gry planszowej „Uniwersytet” stworzonej na 100-lecie KUL, projekt plakatów na Koncert Chwały, czy warsztaty z myślenia wizualnego i kaligrafii realizowanych w wielu lubelskich instytucjach kultury.

Dla mnie czas pandemii oznaczał powrót do ​stworzonego 3 lata temu projektu​. Kiedy w Polsce zaczęły obowiązywać obostrzenia, ​bardzo​​ szybko to odczułam. Moje warsztaty z Myślenia Wizualnego i Kaligrafii zostały odwołane. Wtedy jedynym produktem szkoleniowym, jaki mogłam zaoferować swoim klientom był Kurs ONLINE z Liternictwa Markerowego. Wykonywałam również grafiki na zamówienie. Cała ta sytuacja ośmieliła mnie do tworzenia online, pozwoliła mi spojrzeć na moją firmę z nieco innej perspektywy.

Już niedługo zapraszam do mojego sklepu internetowego (sklep.renatapisze.com), gdzie będzie można kupić moje usługi: kursy online, projekty grafik, logo, graficzny zapis konferencji, nadruki.

Więcej informacji na stronie internetowej oraz Facebooku.

Przekrój działań podejmowanych przez Michał Ćwiek – studio kreatywne obejmuje tematy około brandingowe. Zajmujemy się głównie identyfikacją wizualną, jednak tworzymy również projekty webowe czy opakowania. Ponadto realizujemy projekty scenograficzne, animacje i podejmujemy wiele kolektywnych projektów działających na pograniczu projektowania wnętrz, wzornictwa przemysłowego, reklamy i strategii.

Swoje studio kreatywne otworzyłem zaraz po studiach. Dziś to już ponad 7 lat od kiedy zostałem grafikiem projektowym. Nie czuję się jednak typowym przedstawicielem tego zawodu. Razem z moim pracownikiem działamy w dość… szalony sposób. I uważam, że to właśnie jest najbardziej pociągające w mojej pracy.

Lublin ma ogromne możliwości pod względem chłonięcia potencjału projektowego. W mieście powstaje sporo firm, które stale się rozwijają. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że firmy narzekają na brak projektantów. Z kolei projektanci narzekają, że brakuje zleceń od firm. Nasze doświadczenia pokazują, że żadna ze stron tak naprawdę nie ma racji i kluczowe jest skomunikowanie obu stron. Staramy się to robić np. podczas Lubelskiego Wzoru, czyli kluczowej inicjatywy Fundacji Rozwoju Designu LuCreate, w której pełnię funkcję wiceprezesa.

Działamy na rynku lokalnym. Przygotowujemy np. duże projekty scenograficzne w Centrum Spotkania Kultur dla największych polskich kabaretów. Dzięki współpracy z firmą New Abra stworzyliśmy kilkadziesiąt realizacji dla takich kabaretów jak Kabaretu Moralnego Niepokoju, Ani Mru-Mru, Smile, Grupa MoCarta i wiele innych. Bardzo cenię tę współpracę ze względu na stopień skomplikowania prac. Wydarzenie tworzy mnóstwo osób odpowiedzialnych za nagłośnienie, oświetlenie, multimedia itd. Ja w dużej mierze odpowiadam za koordynację projektu i finalny efekt całego „obrazka”. Daje to dużą satysfakcję, bo realizacje są bardzo efektowne, ogląda je na żywo ok. tysiąca osób, a dzięki rejestracji video potem w sieci często kilka milionów.

W pracy często współpracuję z architektami. Stosunkowo niedawno stworzyłem koncepcję przestrzeni Szwedzkiego Stołu. Jest to bardzo niecodzienna przestrzeń typu „meeting place” w lubelskiej galerii handlowej Skende. Szczególnie ciekawy był sam proces tworzenia miejsca dla tak wielkiej marki jak IKEA. Trwało to wiele miesięcy, zaangażowanych było w proces bardzo wiele osób i cały zespół projektowy. Ku naszej radości efekt końcowy jest świetny i dalej współpracujemy z klientem.

Nasze realizacje to nie tylko rynek polski. Przykładem może być współpraca z firmą Bio Berry. Na pozór niezbyt intersujący projekt (stworzenie brandingu i opakowań mrożonych owoców i warzyw marki 2BE BIO) okazał się dużym sukcesem. Produkty zostały na tyle dobrze przyjęte, że na ten moment sprzedawane są w kilkunastu krajach na świecie, między innymi w największej sieci marketów w Azji.

Projekty, które wychodzą z mojego biura staram się śledzić nawet po oddaniu. Po pierwsze jest to ciekawość jak dany projekt się sprawdza, po drugie daje nam to dużą wiedzę na przyszłość. Staramy się reagować na to jak zmienia się rynek, a także dostosować produkt do aktualnych standardów czy trendów.

Dużą nagrodą są dla mnie efekty sprzedażowe naszych projektów. Nigdy nie brałem udziału w konkursach (może niesłusznie… nie wiem…) i dotychczas żadne nagrody nie trafiły w moje ręce. Bardzo cieszę się, kiedy powracają do mnie klienci z chęcią kontynuowania współpracy. Oznacza to, że jesteśmy skuteczni w tym co robimy i z tego jestem bardzo dumny. A im większy jest to klient, tym oczywiście satysfakcja rośnie.

Oprócz prowadzenia własnej działalności gospodarczej, mam przyjemność być wykładowcą akademickim. Potencjał w „przyszłym” kreatywnym Lublinie jest niewątpliwie spory. Studenci zmienili się w stosunku do moich czasów. Chciałbym, żeby było w nich trochę więcej, ale będziemy nad tym pracowali (śmiech). Staram się wprowadzać do zajęć zadania, które w przyszłości mogłyby być realnymi zleceniami, zadania, które mają odniesienie rynkowe i dają twardą wiedzę i umiejętności. Prawdziwa magia projektowania jest wtedy, kiedy stworzony projekt możemy wziąć w swoje ręce, dlatego też staramy się wykonywać ich prototypy lub uproszczone „realne” wersje.

Jeżeli chodzi o aktualną sytuację związaną z pandemią koronawirusa uważam, że my jesteśmy bardzo uprzywilejowaną grupą pod tym względem. Nie zauważyłem spadku ilości zleceń. Te, nad którymi aktualnie pracujemy są bardzo szerokie i zaplanowane na wiele miesięcy do przodu, więc nie ma raczej takiej możliwości, że nagle się „urwą”. Moja praca może być wykonywana zdalnie, dlatego musieliśmy jedynie trochę się „poprzestawiać” i przeorganizować. Sytuacja nie jest idealna, w wielu przypadkach kontakt na żywo byłby zdecydowanie lepszy niż kontakt zdalny, ale dalecy jesteśmy od narzekań.

W najbliższej przyszłości chciałbym przede wszystkim odpocząć. Liczba realizowanych przez nas tematów jest bardzo duża. Myślę, że najważniejsze jest zdrowie psychiczne (śmiech). O to, co będzie dalej na razie nie będę się martwił. Pomysłów jest aż zbyt wiele i myślę, że warto by się było skupić na ich poważnej redukcji (śmiech).

Wszystko zaczęło się od pasji do malowania, graffiti i podróży do Stanów Zjednoczonych. Tak powstała firma, która dziś odpowiada za identyfikacje wizualne zarówno lokalnych, ogólnopolskich i jak i zagranicznych przedsiębiorstw.

Motyw Studio tworzy obecnie trzyosobowy zespół. Ich zadaniem jest kreowanie marki i projektowanie systemów identyfikacji wizualnej. Nasza praca polega na opracowaniu logo, odpowiedniego kodu kolorystycznego, typografii, a także wielu innych elementów, które finalnie tworzą język wizualny marki. Warto zaznaczyć, że w dzisiejszych czasach forma staje się ważniejsza niż komunikat. Aby przekazać treść musimy w pierwszej kolejności przykuć uwagę odbiorcy ciekawą formą.

Firma od samego początku działała na lubelskim rynku. W pierwszych latach obsługiwaliśmy klientów z całej Polski. Rynek w Lublinie istniał, jednak wielu przedsiębiorców traktowało „po macoszemu” działania związane z kreowaniem marki. Sytuacja diametralnie zmieniła się na przestrzeni ostatnich 5 lat. Wtedy lubelski rynek zaczął doceniać dobrej jakości projektowanie graficzne. Podczas spotkań i warsztatów z zespołami klientów, poznajemy specyfikę ich działalności i wartości jakimi kierują się w biznesie, dzięki czemu tworzymy skuteczne projekty.

W ostatnim czasie, po wielu latach, zdecydowaliśmy się przeprowadzić do Warszawy. Nie rezygnujemy jednak ze współpracy z lubelskimi firmami. Projekty tworzone na rodzimym rynku są dla nas bardzo ważne. Jednym z projektów, które wspominam jest strona internetowa Państwowego Muzeum na Majdanku, szczególnie istotna ze względu na rolę społeczną jaką pełni muzeum. Ważna jest dla nas również bieżąca współpraca z Browarem Perła. To duży podmiot zarówno na rynku lubelskim jak i krajowym. Trzecim projektem, który wspominam jest seria opakowań Cannabium dla lubelskiej spółki Hemplab. Projekt otrzymał wiele nagród branży graficznej, w tym srebrny miecz Klubu Twórców Reklamy, nagrodę główną Polish Graphic Design Awards w kategorii opakowań oraz wyróżnienie Lubelski Wzór.

Po ogłoszeniu stanu epidemii nie pozostaliśmy bierni. Wspieramy akcję #wzywamyposiłki. Polega na dostarczaniu posiłków przez przedstawicieli małej gastronomii osobom, które na co dzień walczą z pandemią koronawirusa w Polsce. Stworzyliśmy identyfikację wizualną akcji oraz wspieramy graficznie bieżące działania zespołu #wzywamyposiłki. Cieszymy się, że akcja tak wspaniale rozwija się. W pierwszym miesiącu dostarczonych zostało ponad 100000 darmowych posiłków.

Więcej o Motyw Studio na stronie internetowejFacebooku oraz Instagramie

Do sektorów kreatywnych zalicza się te rodzaje działalności, które mają korzenie w kreatywności, umiejętnościach i talencie człowieka, a także te które mają potencjał do pomnażania bogactwa i tworzenia nowych miejsc pracy poprzez generowanie i wykorzystywanie własności intelektualnej.

Poszukiwanie powiązań między kulturą, nauką i biznesem zaowocowało wypracowaniem nowego sektora gospodarki zwanego w literaturze sektorem/przemysłem czy też branżą kreatywną. Pojęcie to zaczęło się rozwijać stosunkowo niedawno – pod koniec ubiegłego stulecia wraz z rozwojem koncepcji gospodarki opartej na wiedzy.

World Intellectual Property Organisation określa sektor kreatywny jako wszystkie przemysły, których działalność uwzględnia twórczość, produkcję, wytwarzanie, prezentację, nadawanie, wystawiennictwo, dystrybucję i sprzedaż dóbr chronionych prawami autorskimi. Połączenie kreatywności z przedsiębiorczością, czyli umiejętnością przełożenia wypracowanego pomysłu na konkretne działanie przynoszące korzyści, stanowi bazę dla zaistnienia przemysłu kreatywnego.

Jakie subsektory należą do sektora kreatywnego?

Klasyfikacja sektorów kreatywnych wg UNCTAD (Konferencja Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju) to:

  • Usługi kreatywne (architektura, reklama, usługi kulturalne, kreatywne B+R, rekreacje);
  • Nowe media (oprogramowanie komputerowe, gry wideo, cyfrowa zawartość kreatywna);
  • Wzornictwo (wewnętrzne, grafika, moda, biżuteria, zabawki);
  • Wydawnictwa i media drukowane (książki, prasa i inne publikacje);
  • Media audiowizualne (film, telewizja, radio, inne nadawanie);
  • Sztuka wizualna (obrazy, rzeźby, fotografie, antyki);
  • Sztuka performance (muzyka na żywo, teatr, taniec, opera, cyrk itp.);
  • Stanowiska kulturalne (archeologiczne, muzea, galerie, wystawy, biblioteki);
  • Tradycyjne, kulturalne wyrażanie (sztuka i rękodzieło, festiwale i obchody).

Jak wyglądają przemysły kreatywne w Lublinie?

Przeprowadzone badania (ilościowe i jakościowe) oraz analizy zgodnie pokazują duży potencjał Lublina, jako miasta ludzi kreatywnych oraz twórczych. Sektor kreatywny ma potencjał by być wizytówką Lublina – miejscem nie tylko inspiracji, ale także miastem słynącym z ludzi twórczych, pełnych pasji, zaangażowania oraz jakości w podejmowaniu działaniu.

Na koniec 2017 roku w Lublinie było 3364 zarejestrowanych podmiotów z sektora kreatywnego, natomiast dla całego Lubelskiego Obszaru Funkcjonalnego było to już blisko 4400 podmiotów. Raport opiewający okres od 2009 do 2017 pokazuje, że sektor kreatywny wzrasta średnio 8% każdego roku na terenie LOF, co przy wzroście 1,7 % dla wszystkich podmiotów jest bardzo dobrym wynikiem.

Raport scharakteryzował dziesięć podsektorów: architekturę, design, rynek wydawniczy, film, muzykę, radio i telewizję, wydarzenia artystyczne, gry i oprogramowanie, reklamę oraz instytucje kultury. Największy udział procentowy w sektorze ma podsektor gier i oprogramowania (32,6%), a kolejnym jest reklama z 19,6% udziałem w sektorze kreatywnym.

Sektor kreatywny jest bardzo zróżnicowany pod kątem formy działalności, z zauważalnym udziałem freelancerów w strukturze. Sektor tworzą głównie przedsiębiorstwa młode – zarówno wiekiem osób je prowadzących, jak i stażem działalności na rynku. Typową formą zatrudnienia w sektorach kreatywnych są częściej umowy krótkoterminowe: umowa o dzieło lub umowa zlecenie, niż umowa o pracę, co wynika z zadaniowej/projektowej specyfiki działania sektora. Odbiorcami działań tego sektora są głównie klienci lokalni (40%), ale 39% osób ma klientów w różnych regionach Polski i/lub zagranicznych, co przy braku specjalizacji i dużym rozproszeniu sektora należy uznać za zjawisko bardzo pozytywne.

Główne atuty miasta to w ocenie badanych: jego wielkość, koszty życia, inspirujący i chętni do działania ludzie, obserwowane korzystne zmiany, jakie na przestrzeni ostatnich lat dzieją się w mieście, działanie wielu międzynarodowych organizacji oraz inicjatyw, stopniowe otwieranie się przedsiębiorców na wymianę doświadczeń (m.in. FackUp Nights), a także duży potencjał akademicki.

Przeprowadzone badania oraz analizy pokazały też wiele bolączek, z którymi mierzy się lubelski sektor kreatywny. Badani zwracali uwagę na braku lokalnego popytu oraz brak dużych zleceń z biznesu (w efekcie też braku wyzwań). Lublin oceniany jest jako miasto „dobre na start”, lecz występują problemy z zatrzymaniem odpływu wartościowych, kreatywnych jednostek do innych miast. Oprócz wspomnianych powyżej, badani wskazali na niskie zarobki, niska świadomość klientów, oraz brak wsparcia dla sektora. Najsilniej odczuwanymi potrzebami są: integracja środowiska, pomocy w zdobywaniu wiedzy biznesowej oraz pomoc w promocji, w także wsparcie finansowe.

Dowiedz się więcej: Analiza stanu przemysłów kreatywnych w Lublinie.

Przemysły kreatywne kreatywnych lublinian

Projekt powstał z przekonania o tym, że ludzie reprezentujący przemysły kreatywne dzięki swojej naturalnej skłonności do innowacyjności stanowią najbardziej wartościową grupę wśród przedsiębiorców. To oni konceptualizując, a następnie komercjalizując własne idee i pomysły są siłą napędową innowacyjnej gospodarki. Ta rozproszona grupa zasługuje na szczególną uwagę i zainteresowanie każdego dużego, ambitnego miasta, chcącego przyciągać talenty, rozwijać technologię i budować reputację miejsca przyjaznego do życia i prowadzenia biznesu.

Pierwszym etapem każdej edycji projektu jest identyfikacja i nawiązanie relacji z kandydatami na Kreatywnych. Następnie, 12 wybranych osób bierze udział w sesjach zdjęciowych, których efektem są ujęcia portretowe, opis procesu twórczego oraz obraz miejsca pracy i jej produkt. Sesjom towarzyszą wywiady, z których w tegorocznej edycji powstaną krótkie etiudy filmowe. Autorami zdjęć i filmów są artyści pracujący w Lublinie. Cały materiał zdjęciowy i filmowy jest przekazywany uczestnikom projektu i może być wykorzystywany w promocji ich działalności.

Pierwsza edycja projektu odbyła się 2013 roku. Zainaugurowała ją czerwcowa wystawa w Galerii Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego w Lublinie, stanowiąca część programu ubiegłorocznej Nocy Kultury. Kolejne edycje odbywały się w latach 2014, 2015, 2016, a edycja piąta przypadająca na jubileusz 700-lecia miasta Lublina odbyła się pod nazwą Miasto.to

Michał Furmanek
Pomysłodawca projektu. Odpowiada za koncepcję, organizację i rekrutację uczestników.
T: 503 792 876
M: kreatywni@lublin.eu


Maciek Rukasz
Współtwórca projektu i autor zdjęć. Odpowiada za organizację i realizację foto sesji.
T: 667 777 573
M: maciek@agencjablowup.com


Marta Zgierska
Autorka zdjęć. Odpowiada za realizację foto sesji.
T: 691 253 555
M: marta@agencjablowup.com


Paweł Batyra
Autor koncepcji graficznej projektu. Odpowiada za design.
T: 606 426 603
M: pawel-batyra@wp.pl


Małgorzata Drozd
Odpowiada za obecność projektu w mediach społecznościowych
T: 662 253 775
M: malgorzata.drozd@gmail.com


Poznaj sylwetki wyjątkowych mieszkańców Lublina

Bartłomiej Czarnomski, Michał Pater, Jarosław Ośka i Tomasz Krzos

Browar Zakładowy stał się symbolem lubelskiej rewolucji piwnej. Dziś tę markę zna chyba każdy miłośnik piw rzemieślniczych, zwłaszcza że w dorobku browaru jest już 14 etykiet różnego rodzaju piw. Podstawą do warzenia są plony Lubelszczyzny, ale nie brakuje również aromatów egzotycznych.

Pasjonat łuków i łucznictwa od lat chłopięcych. Z zaangażowaniem i nieskrywaną przyjemnością wyrabia łuki z całego świata, używając do tego prostych, tradycyjnych narzędzi. Każdy model jest wyzwaniem i kolejną okazją do ucieczki w inny świat.

Skórzany strój motocyklowy powinien z jednej strony zapewnić bezpieczeństwo i być funkcjonalny, z drugiej dobrze wyglądać. Tarbor to miejsce, w którym wszystkie te kryteria są skrzętnie zachowywane. Nie bez powodu ubierają się tu służby mundurowe, niemowlaki, a nawet… papież.

Piekarz z pasją i misją przekazywania swojej wiedzy innym. Prowadzenie Szkoły Artystycznej to dla niego miejsce dzielenia się doświadczeniem, odkrywania nowych technik cukierniczych i poznawania ludzi. Pragnie, aby jedzenie zawsze wyglądało tak samo dobrze, jak smakuje.

Stworzyli aplikację, która wychodzi naprzeciw dzisiejszym czasom i oczekiwaniom klientów. Wystarczy kilka kliknięć w telefonie, aby stworzyć niepowtarzalny album lub gadżet ze zdjęciem, który będzie stanowić świetną pamiątkę lub prezent.

Wszystko zaczyna się od naturalnego drewna. Potem jest pomysł na bryłę zegarka lub oprawek okularów, a na końcu wykonanie — precyzyjne, z wykorzystaniem autorskich narzędzi. Ważny jest każdy etap, bo o sukcesie modelu decyduje jego jakość.

Ich niewielki sklepik w centrum miasta to swoisty azyl dla artystycznych dusz, które w renowację mebli wkładają całe serce. W ich rękach każda szafka czy krzesło zyskuje nowe życie i niepowtarzalny charakter. Sprzedają farby kredowe i organizują warsztaty stylizacji mebli.

Przygodę z rowerami rozpoczął jako nastolatek. Sztukę naprawy opanował dzięki starym, składanym modelom, które, jak sam twierdzi, stanowią trudne przypadki. Lata doświadczeń doprowadziły go do otworzenia własnego biznesu. Dziś reperuje, lakieruje i projektuje własne modele.

Pracuje w artystycznym nieładzie, w którym każdy najmniejszy przedmiot ma swoje miejsce. Jak sam twierdzi, wykonuje kilkadziesiąt zawodów naraz, bo naprawia wszystko, co warto uchronić przed zniszczeniem – bez względu na wartość materialną. To zadanie, które wymaga dużej dozy pokory i cierpliwości.

Pochodzą z Warszawy, mieszkają na Lubelszczyźnie. Prowadzą miejsko-wiejski styl życia. Zajmują się produkcją wysokiej jakości serów długodojrzewających i jogurtów we własnej niewielkiej mleczarni z mleka krów z własnej niewielkiej hodowli. Liczą się z naturą, a natura hojnie im to odpłaca.

LUBLOV to nie tylko sklep. To artystyczna, kulturowa opowieść o mieście. Można tu znaleźć limitowane serie akcesoriów i dzieła lubelskich artystów nawiązujące do Lublina, jego architektury i historii. To także baza warsztatowa i hub dla projektów realizowanych w przestrzeni miejskiej.

Z zawodu grafik komputerowy, z pasji żeglarz. Przyciąga go wielka woda, pociąga myśl o stworzeniu własnego jachtu. Zmysł majsterkowicza przeniósł na duży format i podjął się samodzielnej budowy katamaranu o długości 38 stóp.

Pasję do sztuk Dalekiego Wschodu czuł od dawna. Tai Chi wkradło się do jego życia jako remedium na chorobę i zainteresowało go na tyle, że dziś przekazuje swoją wiedzę innym. Tai Chi to sztuka walki, która polega na znalezieniu równowagi – tak w pojedynku, jak i we własnym ciele.

Tworzy niecodzienne stroje teatralne. Najbardziej ekscytują ją charaktery, które w naszej rzeczywistości nie istnieją. Przy ich kreowaniu może dać upust swojej wyobraźni. Miarą jej sukcesu jest jednak nie tylko kreatywność, ale i ciężka praca, której efekty dają szczególną satysfakcję.

W jego warsztacie powstają rowery nietypowe – tandemy z miejscem dla osób niepełnosprawnych. Każdy model dopasowany jest do swojego pasażera, każdy sprawia radość i stwarza nowe możliwości.

W jej niewielkim warsztacie dzieją się wielkie rzeczy. Każdego dnia z niesamowitą precyzją, całkowicie ręcznie produkowane są pędzle malalarskie i kosmetyczne o unikatowych parametrach. Nierzadko na zamówienie tworzone są idealnie wyprofilowane, pojedyncze sztuki.

Prowadzi serwis i stacjonarny sklep z muzyka alternatywną. Zbiór, którym dysponuje jest autorski. Sam wybiera płyty i akcesoria, które według niego są dobre i ważne, a którymi chce się dzielić z innymi.

Każdą wolną chwilę spędza w powietrzu. Jak sam twierdzi, to zupełnie inny wymiar, który zrozumieć może tylko ten, kto się w nim znalazł. Swoją pasją zaraża innych, zachęca do oderwania się od ziemi i codziennej rutyny.

Od lat uzdrawia stare, piękne meble, przywracając im dawny blask. Pierwsze szlify zdobywał zagranicą, gdzie stykał się z nazwiskami wielkich designerów. Twierdzi, że sztuką nie jest odnowienie mebla, ale tchnięcie w niego starego ducha.

To zgrany duet, który nie boi się wyzwań. Razem prowadzą niesamowite pokazy, które zadziwiają publikę. Nie każdy bowiem koń zna takie sztuczki. Wicher na polecenie podaje nogę, siada i staje dęba.

Gotowanie jest dla niego zabawą, a kuchnia molekularna okazją do przeprowadzania eksperymentów, w których na pierwszym planie pojawia się intensywny smak. Wierzy, że każdą potrawę można rozłożyć na czynniki pierwsze i nadać jej nowy kształt.

Z muzyką związany od zawsze, z tworzeniem gramofonów od kilku lat. Przygoda zaczęła się, gdy w poszukiwaniu odpowiedniej jakości dźwięku rozpracował drogi, niespełniający jego oczekiwań sprzęt i nadał mu pożądanych cech. Dziś tworzy gramofony dla „tych, którzy słyszą”.

Ich Wydawnictwo Gier Historycznych to fabryka niesamowitych pomysłów na planszówki. Choć każda koncepcja to nowa przygoda, pierwotny zamysł od prototypu dzielą godziny obliczeń i prób. Trudy sa jednak bez znaczenia, gdy lubi się to, co się robi. Tak jak oni.

Wzorek to przydomek, który nadali mu przyjaciele. To właśnie z gronem przyjaciół prowadzi warsztat, w którym z pasją i niekrytą frajdą odnawia stare, acz wartościowe motoryzacyjne zabawki. Zużyte motocykle, rowery i skutery odzyskują właściwości jezdne i otrzymują ciekawą stylistykę.

Artysta grafik eksperymentujący z brzmieniem i nietypowymi, archaicznymi metodami zapisu muzyki. Do tłoczenia i odtwarzania płyt stosuje nieoczywiste materiały i technologie – polimer, plastik, szkło i wosk. Tworzy wartość na wskroś obowiązującym trendom, dążąc do dyskusyjnej jakości nagrań, szumów oraz ograniczonej liczby odtworzeń płyty.

W swoim domowym studio wizualizuje koncepcje reżyserów i producentów światowych hitów filmowych oraz kultowych gier. Na podstawie opisu tworzy wygląd i funkcjonalność postaci, przedmiotów lub lokacji, które wymodelowane później przez grafików 3D są punktem wyjścia do budowy scenografii, kostiumów czy oświetlenia planu.

Są purystami, szukając niuansów w aromacie kawy. Przeszli wspólnie szkolenie baristyczne, by stworzyć KapKap Cafe, kawiarnię, która nie jest zwykłą kawiarnią. To miejsce, które zmienia tradycyjny sposób doświadczania kawy, poprzez edukację oraz budowanie świadomości wyboru, którego możemy dokonać za każdym razem kiedy sięgamy po filiżankę napoju, w którym wyczuwalnych aromatów jest więcej niż w winie.

Pasjonują ją kryształy i ezoteryczna strona życia. Zna się na symbolach. Tworzy magiczne przedmioty z natury, czasu, intuicji i wyobraźni. Zbiera dary natury, łącząc w całość elementy przyrody nieożywionej z ożywioną. Jej różdżki czarują na wszystkich kontynentach. W międzyczasie prowadzi warsztaty hula-hop.

Jego specjalizacja to bezzałogowe statki powietrzne. Dzięki jego stale udoskonalanym i rozwijanym, innowacyjnym konstrukcjom filmowcy i fotograficy mogą robić piękne ujęcia z powietrza przy użyciu multi-śmigłowców.

Profesjonalny, świadomy podkuwacz jest odpowiedzialny za komfort zwierzęcia. Prostując końskie kopyta koryguje ich ustawienie, od którego zależy praca kręgosłupa oraz cała motoryka ruchu i zdrowie konia. Niefachowe podkucie może okaleczyć zwierzę, a wykonane prawidłowo dać mu nowe życie.

Twórczość, którą kiedyś uprawiał na płótnie, przeniósł z pracowni do jeżdżących galerii. Specjalizuje się w wizualnym tuningu motocykli, rowerów i instrumentów muzycznych. Nie unika malowania murali ani ludzkiego ciała. Baki i kaski zdobią portrety, czaszki i zwierzęta.

Szyje mundury historyczne na potrzeby przemysłu filmowego, na zamówienia grup rekonstrukcyjnych z całego świata, ze względów sentymentalnych oraz do muzealnej gabloty. Zgodność z oryginałem wymaga ręcznego szycia i wykończenia. Repliki powstają na podstawie ikonografii lub zdjęć.

Grający od dzieciństwa na akordeonie miłośnik polskich oberków z pasją do nauki i tworzenia rzeczy funkcjonalnych. Niegdyś miał dylemat: akordeon czy inżynieria, akademia czy politechnika? Dziś wątpliwość już nie istnieje. Akordeony i roboty, z pozoru dwa różne światy, połączyła zaawansowana mechanika.

Specjalizuje się w zbrojach i elementach uzbrojenia z drugiej połowy XV wieku, gdy pancerz miał jeszcze praktyczne, a nie ceremonialne znaczenie. Tworzy na potrzeby hobbystów z ruchu rekonstrukcyjnego w całej Europie.

Prowadzi cukierniczą pracownię artystyczną, w której według własnych projektów tworzy słodkie dzieła sztuki: torty, babeczki i ciasteczka. Jej projekty cechuje prostota i minimalizm, a łączą pastelowe kolory. Mówi, że największym wyzwaniem jest kompromis pomiędzy oczekiwaniami klienta, a jej własną wizją.

Ojciec – były pilot śmigłowców. Syn – inżynier związany z przemysłem lotniczym. Razem – konstruktorzy dzielący wspólną wizję dominacji niszy lekkich, składanych jednośladów.

Pszczelarz, który w swojej pracowni fotograficznej wskrzesza XIX wieczną technikę kolodionową. Potraktowane płynnym kolodionem, naświetlone i natychmiast wywołane szklane płyty zamieniają się w pełne zacieków i plam zjawiskowe portrety z epoki, gdy elektryczność była nowinką techniczną

Jej przestrzeń twórcza to biblioteczny dział ochrony i konserwacji książek. Ratuje je przed zapomnieniem i degradacją, darowując drugie życie, przywracając świetność, a w każdym przypadku zachowując dla potomności materialne dowody historii.

Mechanik samochodowy, który zamienił klucze nasadowe na gumówkę, wyginarkę i spawarkę. Spod jego rąk wychodzą potężne, stalowe customy: ow ridery, cruisery i choppery. Rafu Bikes spotkamy nawet na Wyspach Brytyjskich.

Konstruktor i wynalazca, którego idee być może zmienią światowy przemysł rowerowy. Jego koncepcje rodzą się w niewielkiej manufakturze pod Świdnikiem, a rozpoznawalna globalnie marka Soul Kozak to synonim ultra – lekkich komponentów rowerowych z wysokiej półki.

Położna prowadząca jedną z największych polskich hodowli owadów przeznaczonych na karmę dla płazów i gadów. Hodowlę owadów uzupełnia wylęgarnia gekonów, wśród których znajdziemy niemal każdą dostępną odmianą barwną.

Dwuosobowa, rodzinna firma od lat siedemdziesiątych jako jedna z nielicznych w Polsce buduje wędki na indywidualne zamówienie. Wszystkie sygnowane podpisem i symbolem latającej ryby Kawalec Rod Design.

Grafik, który dla ceramiki rzucił dobrą pracę w reklamie. W swojej pracowni tworzy niepowtarzalne gliniane arcydzieła sztuki użytkowej. Specjalizuje się w aniołach. Nieco diabolicznych aniołach.

Specjalizuje się w modzie damskiej, a jej kolekcje to przede wszystkim propozycje z kategorii prêt-à-porter. Z sukcesem buduje modowy krajobraz miasta, a jej urocze atelier ma coraz więcej lojalnych klientek.

Jej lalki nie są zabawkami dla grzecznych dziewczynek. To niepokojące modelki zminiaturyzowanego haute couture. Z każdą postacią są związane emocje i konkretna historia. W każdą wkładana jest pasja i wyobraźnia.

Jeździec i miłośnik koni. Przede wszystkim jednak artysta grafik i metaloplastyk. Spod jego rąk pochodzi znakomita część trafiających na komercyjny rynek medali, ryngrafów a także odznak noszonych przez większość formacji mundurowych.

Jej pracownia introligatorska jest nasycona fakturami tkanin i barwami nici. Rodzą się z nich maleńkie dzieła sztuki krawieckiej i introligatorskiej: miniaturowe książeczki i figurki zamieniające się potem w zawieszki na szyję i kolczyki, a także autorskie oprawy książek i pamiętników.

Para się starym, nie znającym granic rzemiosłem artystycznej metalurgii. Każda sztuka biżuterii opuszczająca jego pracownię ma unikalną wartość – jest niepowtarzalna.

Miasto.to jest kontynuacją projektu Kreatywni, w ramach którego od 2013 roku prezentujemy potencjał niezwykłych ludzi tworzących lubelski sektor przemysłów kreatywnych. Podczas czterech edycji projektu w formie fotograficznej i filmowych opowieści przedstawionych zostało 48 kreatywnych Lublinian prowadzących unikalną działalność oraz tworzących nieszablonowe rozwiązania biznesowe na pograniczu rzemiosła i sztuki. W czasie piątej edycji projektu odkryliśmy inną stroną miasta, którą w charakterystyczny dla „Kreatywnych” sposób przedstawiliśmy w postaci krótkich filmowych narracji odsłaniających fascynujące oblicze miasta, w którym żyjemy.

Dlatego powstała strona miasto.to, gdzie w trzech osiach tematcznych ludzi, miejsc i procesów można stale odkrywać nieznane oblicze Lublina. Miasto.to będzie miejscem pełnym niesamowitych opowieści tekstowych, filmowych i zdjęciowych.